Sport

Wróć

Xavier bawi się w św. Mikołaja. Szkoda, że za prezenty płacą kibice oraz klub

2021-12-07 11:34:25
Po pierwszych meczach w PKO Ekstraklasie Xavier Dziekoński uznawany był za ogromny talent. Wiele osób wróżyło mu szybki wyjazd za granicę i okazałą karierę. Tymczasem aktualnie młody golkiper Jagi kandyduje do miana najgorszego bramkarza w lidze.
Grzegorz Chuczun
Idą święta? To muszą być i prezenty

Xavier Dziekoński na własnej skórze przekonał się, że droga od bohatera do zera wcale nie jest taka długa i będąc na szczycie, całkiem szybko można znaleźć się na dnie. Golkiper Jagiellonii coraz rzadziej słyszy przy swoim nazwisku słowo talent, a znaczniej częściej musi się mierzyć z ostrą krytyką. Nic w tym jednak dziwnego, bo Dziekoński po udanym wejściu w seniorską piłkę błyskawicznie zaczął obierać kurs na ekstraklasowy dół. Wszystkiemu winne jest nowe hobby młodego bramkarza.

Oczywiście każdy ma jakąś pasję. Niektórzy uwielbiają zbierać znaczki, innych uszczęśliwia czytanie książek czy jazda na rowerze, a Xavier lubi po prostu przebierać się za św. Mikołaja. Fajnie, bo to oznacza, że chłopak ma dobre serce, a to się szanuje. Szkoda tylko, że Dziekoński czerwony strój zakłada już bez względu na aktualną porę roku, a ponadto za jego prezenty płacą inni, czyli kibice (własnym zdrowiem) oraz klub (swoimi pieniędzmi). Tym samym 18-latek w zasadzie przestał być golkiperem.

No bo spójrzmy. Xavier w barwach Jagiellonii zaliczył zaledwie 30 oficjalnych spotkań, a jego lista wpadek jest naprawdę bogata. Dziekoński zdążył już m.in.: wrzucić sobie piłkę za kołnierz (z Lechią w Pucharze Polski), wpuścić dośrodkowanie - nie strzał, dośrodkowanie - z 35. metrów, licząc, że piłka leci poza światło bramki (z Wisłą Płock) czy też podać futbolówkę wprost pod nogi przeciwnika (z Górnikiem Łęczna). Plotki głoszą, że gdzieś w tle, podczas tych wszystkich baboli, słychać było donośne hoł, hoł, hoł.

Jeżeli dodamy do tego, że urodzony w Grajewie zawodnik jest przyklejony do linii i praktycznie nie wychodzi do dośrodkowań (a, gdy to robi, oddech wstrzymuje cały stadion) oraz zalicza masę innych, mniejszych błędów, dochodzimy do wniosku, że w zasadzie, kiedy Pavels Steinbors zmaga się z kłopotami zdrowotnymi, to Duma Podlasia gra bez bramkarza.

Może czas na Tarasa?

Oczywiście całej winy za złe wyniki drużyny nie można zwalać na Xaviera, ponieważ to nie on wstawia siebie między słupki i to nie on jest odpowiedzialny za niemoc innych piłkarzy, ale trzeba jasno powiedzieć, że Dziekoński Jagiellonii w żaden sposób nie pomaga. A sprawa jest prosta, jeżeli komuś nie można pomóc, to przynajmniej trzeba nie przeszkadzać.

Solidna bura należy się też całemu klubowi, bo, gdy we wszystkich drużynach na różnych poziomach nie można znaleźć golkipera, który po prostu nie strzelałby sobie goli, to znak, że coś poszło nie tak.

Czasami wręcz trudno nie odnieść wrażenia, że lepiej w bramce poradziłby sobie choćby… Taras Romanczuk. No bo kapitan Jagi wzrost jako taki ma, w powietrznych pojedynkach wygrywa niemal wszystko, a i o charyzmę w tym przypadku nie trzeba się przecież martwić. Defensywny pomocnik zawsze zostawia na boisku serce, więc można się domyślać, że i między słupkami - na tle Xaviera Dziekońskiego - dokonywałby on cudów.

Eh… Trudnych czasów dożyli kibice Jagiellonii, oj trudnych.
Rafał Żuk
rafal.zuk@bialystokonline.pl