Motoryzacja

Wróć

Wolni jak Easy Riders

2009-09-28 00:00:00
Choppery, ścigacze, skutery, quady, motocykle zabytkowe - wszystkie te maszyny było można podziwiać w sobotę na dziedzińcu Pałacu Branickich. Motocykliści zjechali nimi z całego regionu, by pożegnać sezon.
To dla nich okazja, by się spotkać, powspominać wakacyjne wyjazdy oraz pochwalić się swoimi lśniącymi, wypielęgnowanymi cackami. Wśród nich był Stefan Rzońca, który prowadzi w Białymstoku szkołę nauki jazdy dla motocyklistów. - Samochodem może jeździć każdy, a motocyklem tylko wybrańcy - tłumaczy przewagę żelaznych rumaków nad boazerią. Tak nazywa auta. - Mają karoserię, cztery punkty podparcia. Motocykl natomiast przypomina konia, ale żelaznego. Jazda na nim nawiązuje do naszych bogatych tradycji ułańskich - mówi. - Na motocyklu czuję się jak Easy Rider, jak wolny człowiek. Poza tym motocykliści pomagają sobie, pozdrawiają się. To jest styl życia - dodaje. Przyznaje, że młodzi ludzie często jeżdżą brawurowo, chcą się pokazać. Natomiast starsi kierowcy są bardziej zdyscyplinowani i mają większe doświadczenie, dzięki czemu mogą czerpać z jazdy większą przyjemność. Obserwuje też, że motocykle są coraz popularniejsze wśród kobiet, które jeżdżą bez szaleństw. - Gdy ja chcę się wyszaleć, wsiadam na ścigacza. Gdy chcę poczuć się wolny, wybieram błyszczącego, chromowanego choppera - z dumą prezentuje swoje motocykle. W sumie ma ich osiem.

Choć pan Stefan prawo jazdy na motocykl zrobił w 1977 roku, w rozmowach przyznaje, że jeździ, odkąd pamięta. Pasją zaraził też swoje dzieci, m.in. syna Leszka, który od kilku lat razem z nim prowadzi szkolenia. Leszek Rzońca ma na koncie duże sukcesy. Dwa lata z rzędu wywalczył tytuł motocyklisty Podlasia, a w tym roku został mistrzem Polski instruktorów. - Na początku jeździłem gokartami, później przyszedł czas na motocykle - wspomina. - Teraz sam uczę, jak bezpiecznie jeździć. Nie chcę, żeby motocykle kojarzyły się z niebezpieczną jazdą. To mój sposób na życie, dużo więcej niż tylko jazda. Przebywanie z grupą ludzi, którzy mają taką samą pasję, wyjazdy na zawody. Jeśli nie spróbuje się jazdy na motocyklu choć raz w życiu, to będzie życie stracone - zapewnia Leszek Rzońca.

Z godziny na godzinę na pałacowym dziedzińcu maszyn przybywało. Yamahy, Suzuki, Hondy, Simsony, skutery Vespa. Znalazły się tam nawet pojazdy z lat 60., jak na przykład wypielęgnowany, bordowy motocykl marki WFM i MZ 250 z 1961 roku czy motocykl milicyjny. W zakończeniu sezonu uczestniczyło też bowiem Stowarzyszenie Miłośników Starej Motoryzacji Moto Retro.

Później motocykliści przejechali ulicami miasta na Węglową, gdzie odbył się ciąg dalszy imprezy. Mieli tam szansę spalić gumę, popróbować swoich sił w konkursach jazdy sprawnościowej z nagrodami czy jazdy ekstremalnej. Można było również zwiedzić Muzeum Starej Motoryzacji. W programie znalazły się też zawody w podniebnych akrobacjach rowerowych Garaż Jam. Wystąpiły zespoły rockowe i didżeje. Odbyły się też pokazy ratownictwa, a wolontariusze kwestowali na rzecz 7-letniej Basi, która musi przejść kosztowną operację w Stanach Zjednoczonych.
Organizatorem podlaskiego zakończenia sezonu motocyklowego był Road Runners MC Poland. Patronował mu portal BiałystokOnline.pl. Impreza stanowiła jeden z punktów bogatego sobotniego programu zorganizowanego pod hasłem Integracja Węglowej w ramach starań Białegostoku o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016.
andy