Aktualności

Wróć

Rozpoczynają się wakacje. Tylko że nie dla polityków

2019-06-28 07:46:24
Pochyliliśmy się nad tym, jakie tematy na scenie politycznej będą podczas wakacji głównymi punktami, wokół których ma się rozgrywać przedwyborcza potyczka.
pixabay.com
Od niedawna uczniowie mogą cieszyć się labą, ponieważ oficjalnie skończył się rok szkolny i rozpoczęły się wakacje. Jednak lipiec i sierpień to czas odpoczynku nie tylko dla dzieci. To też tzw. sezon ogórkowy, jeśli chodzi o politykę. Tylko czy tak będzie też w tym roku?

Jesteśmy właśnie w trakcie wyborczego maratonu, który rozpoczął się od kampanii przez wyborami samorządowymi i potrwa aż do wyborów prezydenckich w maju 2020. Za politykami właściwie dopiero półmetek., a przed nimi chyba najważniejsze, jesienne wybory parlamentarne, podczas których Polacy przy urnach zdecydują, kto będzie rządził krajem przez następne 4 lata. I mimo że kampanię będzie można prowadzić dopiero jesienią, także podczas najbliższych wakacji może dojść do wielu ważnych wydarzeń, które będą miały wpływ na wynik wyborów. Oto kilka, które przychodzą nam do głowy.

Transfery

Lipiec i sierpień to w piłce nożnej tzw. okienko transferowe – czas na wzmocnienie drużyny, ale też walka o utrzymanie najlepszych zawodników, którzy stanowią o sile zespołu. Pod tym względem może być to również gorące lato w światku politycznym. To podczas najbliższych dwóch miesięcy zapadną decyzję o kształtach koalicji politycznych.

PiS, a właściwie Zjednoczona Prawica, wydaje się mieć silną kadrę, która została skompletowana już przed poprzednimi wyborami parlamentarnymi i od tamtej pory idzie od zwycięstwa do zwycięstwa, a jak mówi stare powiedzenie – zwycięskiego składu się nie zmienia. Trudno więc się spodziewać, żeby doszło do zmian w układzie koalicji tworzonej przez Prawo i Sprawiedliwość, Solidarną Polskę i Porozumienie Jarosława Gowina. Co najwyżej może do niej dołączyć jakieś małe ugrupowanie, które będzie właściwie tylko uzupełnieniem składu. Chociaż trzeba pamiętać, że ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego pochłonęły kilka ważnych osób, które zawsze zdobywały wiele głosów w swoich okręgach. Mowa tu choćby o byłej premier Beacie Szydło czy ministrze spraw wewnętrznych Joachimie Brudzińskim. Potwierdziły to zresztą ich bardo dobre wyniki w ostatnich wyborach.

Oczywiście mogą oddać manaty europosłów, ale teoretycznie może to bardziej zaszkodzić Zjednoczonej Prawicy niż jej pomóc. Bo przecież będzie to nie fair wobec tych wyborców, którzy w maju postawili krzyżyk przy ich nazwisku, wysyłając ich do Brukseli.

W grupie siła czy niekoniecznie?

O wiele więcej ruchów można się spodziewać po drugiej stronie. Już wiadomo, że opozycyjna Koalicja Obywatelska (a ostatnio Europejska) nie utrzyma się w składzie, w jakim startowała do majowych wyborów.

Swoje odejście zapowiedział już PSL, który chce stworzyć Koalicję Polską, tylko że za bardzo nie ma z kim. Mówi się o Kukiz'15, tylko obecnie siła tej partii jest mniejsza niż 4 lata temu i raczej mniejsza niż ludowców. Może się więc okazać, że ewakuacja z KE okaże się tak naprawdę skokiem na głęboką wodę bez żadnych zabezpieczeń. Już w obecnej kadencji rola PSL w parlamencie jest marginalna, a w październiku okazać się może, że w ogóle tej partii w sejmie i senacie nie będzie.

Ciekawie sytuacja wygląda na lewicy, gdzie Robert Biedroń i jego Wiosna zapowiedzieli, że chcą stworzyć szeroką koalicję, w skład której miałyby wchodzić Partia Razem i SLD, a także różne ruchy obywatelskie. To korekta podejścia do tego, które to ugrupowanie miało przed majowymi wyborami, gdzie zdecydowanie odrzucało możliwość jakichkolwiek mariaży. Do zmiany zdania zmusił ich pewnie mocno średni wynik ok. 6%. W ostatnich latach efekt świeżości (Wiosna powstała oficjalnie dopiero na początku roku) dawał nowym partiom lepsze wyniki, zazwyczaj na poziomie 10% w pierwszych wyborach (w kolejnych zazwyczaj było gorzej).

Tylko nie wiadomo, czy uda się dojść do porozumienia. O ile Partia Razem, licząc na poprawę swojej nie najlepszej sytuacji, może zdecydować się na dołączenie do koalicji, to już SLD wydaje się być bliżej do Koalicji Europejskiej, do której zresztą już należy i która stoi dużo wyżej w sondażach od Wiosny. A dla Sojuszu najbliższe wybory to będzie polityczne być albo nie być.

Jeśli zaś chodzi Koalicję Europejską, pewne jedyne jest to, że tworzyć będą ją Platforma Obywatelska i Nowoczesna, czyli duet, od którego rozpoczęła się współpraca. W tym składzie udało się wypracować przyzwoity wynik w wyborach samorządowych. Patrząc całościowo, nawet lepszy niż w szerszej koalicji podczas wyborów do europarlamentu. Tylko że przedstawiciele tych partii cały czas podkreślają, że bez szerokiego frontu nie uda się wygrać ze Zjednoczoną Prawicą.

Takie porozumienie może uda się stworzyć tylko w wyborach do senatu. Tutaj o wspólnych listach chce rozmawiać nawet Wiosna. To wiąże się jednak z faktem, że ordynacja do senatu powoduje, że lepiej w danym okręgu wystawić jednego silnego kandydata niż kilku.

Na ostateczne ustalenie składów jest jeszcze trochę czasu, ale można spodziewać się, że pojawi się w najbliższych tygodniach wiele spekulacji dotyczących tego kto, z kim i dlaczego.

Witaj szkoło

Ten rok w polskiej oświacie jest burzliwy – strajk nauczycieli, domknięcie gimnazjów, podwójny rocznik w szkołach średnich. Wiele osób interesuję się tym tematem, bo wielu on dotyczy – rodzice, uczniowie, pracownicy szkół. Front może się w tym temacie przesunąć w najbliższym czasie na Podlasie, ponieważ nie tak dawno nowy ministrem edukacji został poseł Dariusz Piontkowski, szef lokalnych struktur PiS.

Strajk jest póki co zawieszony, a porozumienia z rządem na horyzoncie nie widać. Co prawda przyjęto ostatnio nowelizację Karty nauczyciela, która daje podwyżki pracownikom oświaty, ale nie są to warunki, których domagały się związki zawodowe (przystała na nie tylko Solidarność). W czwartek i piątek (27 i 28 czerwca) nowy minister miał rozmawiać z przedstawicielami związków o tym, co dalej, ale trudno się spodziewać, żeby podczas kilkugodzinnych posiedzeń doszło do jakiegoś kompromisu, jeśli nie udało się go wypracować przez kilka tygodni strajku.

Emocje wzbudzać będzie też sprawa rekrutacji do szkół średnich. MEN uspokaja, że nie ma się czego obawiać i dla wszystkich znajdzie się miejsce, ale krytycy podkreślają, że nie wszyscy kandydaci mogą liczyć na to, że dostaną się do szkoły, która była ich pierwszym.... drugim... albo nawet trzecim wyborem. Dochodzi do tego kwestia organizacji pracy szkół. Może się okazać, że szkoły będą przepełnione i żeby poradzić sobie z tym problemem, będą rozciągać plany zajęć. Może skończyć się to lekcjami do godzin wieczornych.

Rodzice zaangażowani w życie swoich dzieci, jeśli wymienione problemy rzeczywiście dotkną ich pociech, mogą dać wyraz swojemu niezadowoleniu przy urnach. Jeśli jednak uda się rządowi zniwelować negatywne skutki reformy edukacji do minimum, to może wytrącić opozycji jeden z argumentów przed jesiennymi wyborami.

Spór o tolerancję

W kilkudziesięciu miastach w Polsce odbyły się lub są zaplanowane na najbliższe tygodnie marsze i parady równości. Takiego nasilenia działań na rzecz osób nieheteronormatywnych w naszym kraju jeszcze nigdy nie było. Tylko niestety jest to także kolejna oś sporu, która dzieli społeczeństwo. Przypomnijmy, że nawet w Białymstoku zaplanowany na 20 lipca marsz wzbudza niemałe poruszenie.
Opowiedzenie się po którejś ze stron w tym akurat sporze może skutkować tym, że bez względu na to, jak do tej pory był postrzegany polityk, przyklei mu się łatkę lewaka lub prawicowca na bardzo długo, nie mówiąc już o najbliższej jesieni, co też może odzwierciedlić wynik wyborów. A pozostanie neutralnym właściwie nie jest możliwe.

Trzeba się więc spodziewać, że obie strony będą chciały wykorzystać swoje poparcie lub brak poparcia dla marszu równości jako atut w walce o głosy konkretnej części wyborców. Z tym że tych, którzy są przeciw, wydaje się być na razie znacznie więcej, co utrudnia kalkulacje polityczne tym, którzy chcieliby być postrzegani jako liberałowie.

Nie ma czasu na odpoczynek.

Jak widać, niby wakacje, ale jednak nie do końca. Polityków czeka pracowite lato, które będzie rozgrzewką przed jesienną batalią o rządy w kraju. Stawka jest niebagatelna, dlatego można się spodziewać, że nikt sobie tego rozruchu nie odpuści, żeby pojechać na urlop. Na prawdziwy odpoczynek dla polityków pora przyjdzie dopiero za rok.
Mateusz Nowowiejski
mateusz.nowowiejski@bialystokonline.pl