Kultura i Rozrywka

Wróć

Robert Biedroń prawie jak Doda. Przyciąga prawdziwe tłumy

2017-04-02 10:57:16
Nie pomyliliście tego spotkania z koncertem Dody? - żartował Robert Biedroń, który w sobotę (1.04) pojawił się w Zmianie Klimatu. Sala pękała w szwach.
Anna Dycha
Pije zieloną herbatę. Nie ma stałego fryzjera. Odwiedził przeszło 60 krajów. Chodzi spać koło północy. W snach często lata. Lubi piosenki Marii Peszek i filmy Pedro Almodóvara. Jest kreatywny i pomysłowy. Kolekcjonuje figurki Matki Boskiej. Od lat ma wyciszony telefon. Lubi się przytulać. I pracować z kobietami. W kalendarzu ma wpisane daty urodzin znajomych. Lubi jeździć samochodem, ale jeździ rowerem.

Taki jest Robert Biedroń. Bohater książki Pod prąd. To wywiad-rzeka z politykiem i działaczem społecznym, obecnie jednym z najsłynniejszych samorządowców w Polsce. Przeprowadziła go Magdalena Łyczko.

Nikt nie będzie mi pisał scenariusza na życie

- Mam marzenie, by przeżyć życie godnie i na swoich warunkach. Nikt i nigdy nie będzie pisał scenariusza na moje życie - podkreślał w rozmowie z Markiem Kochanowskim Robert Biedroń. - Mam jedno życie. Ludziom się wiele rzeczy nie podoba, ale ja nie żyję dla innych. Żyję dla siebie. Ludzie mogą mnie inspirować, ale nie chcę, by pisali mi scenariusz na życie.

Dlatego też nie słuchał, gdy doradzano mu, by nie mówił, że jest gejem. Dlatego też nie patrzył na sondaże, które nie dawały mu szans na dostanie się do Sejmu, a później zostanie prezydentem Słupska. Robił swoje.

- Niczego w życiu nie żałuję - przyznawał.

Wspominał o trudnej sytuacji w domu. O ojcu, który po utracie pracy został alkoholikiem i matce, która wzięła na siebie rolę ofiary. Tłumaczył też, dlaczego zdjął ze swojego gabinetu w ratuszu portret papieża Jana Pawła II. Odnosił się do kwestii wiary - jest ateistą. Nie wierzy, że po śmierci stanie się aniołkiem czy pędzącą gazelą.

Książkę wzbogacają liczne zdjęcia Roberta Biedronia z archiwum prywatnego, podróży oraz dokumentujące jego karierę społecznika i polityka. Pokazują m.in. słynne ceremonie ślubne, dzięki którym Słupsk nazywany jest polskim Las Vegas czy czerwoną kanapę, na której można porozmawiać z prezydentem.

Zamenhof jedzie do Słupska

Jeszcze przed spotkaniem można było zobaczyć Roberta Biedronia, gdy spacerował po mieście - był m.in. w ogrodach Pałacu Branickich. Podziwiał też dokonania plastyczne w przestrzeni miejskiej. Po drodze zaczepiali go ludzie, rozmawiali, robili sobie z nim selfie.

Przyznawał też, że podglądał w Białymstoku rozwiązania, które mógłby przenieść do Słupska. Mówił wprost, że zazdrości nam Ludwika Zamenhofa. Co ciekawe, w Słupsku ogłoszono rok 2017 Rokiem Zamenhofa. W Białymstoku tak się nie stało. Nawiązał do tego, wbijając radnym PiS delikatną szpilę.

Robert Biedroń zachęcał też białostoczan niezadowolonych z poczynań rządzących miastem, by zakładali swoje komitety i próbowali przekonywać do swoich programów wyborców. Mówił, że nie ma co czekać na politycznego mesjasza, ale zaczynać zmienianie świata od siebie. Nikt za nas tego nie zrobi.

Inspirują go ludzie i miasta

Robert Biedroń to prezydent podróżujący. Słupska opozycja czasem czyni mu z tego tytułu zarzuty. Sam zainteresowany tłumaczy to faktem, że kocha ludzi, z którymi się spotyka.

- Dla mnie najbardziej inspirujące są spotkania z ludźmi. W ich trakcie mogę poznać różne opinie. Ludzie mnie inspirują, inspirują mnie też miasta - mówił Biedroń.

Sala oklaskami nagradzała m.in. wypowiedzi o marzeniach czy konieczności dokonywania własnych wyborów. Pojawiły się też pytania publiczności - m.in. o coming-outy polityków (Biedroń przyznał, że ma za sobą około 20 spotkań, ale to pierwsze pytanie o sprawy gejowskie), budowanie pomników czy też wycinkę Puszczy Białowieskiej.

Wiele osób jest przekonanych, że Robert Biedroń byłby dobrym prezydentem Polski. Sam zainteresowany mówi, że na razie nie zamierza walczyć o to stanowisko.
Anna Dycha
anna.d@bialystokonline.pl