Aktualności

Wróć

Prawosławna Wigilia. Jak to dawniej wyglądało? [WYWIAD]

2019-01-06 12:52:00
Ścisły post, dokładne sprzątanie domu, dzielenie się żywnością z potrzebującymi, ubieranie choinki już po wigilii - m.in. takie elementy towarzyszyły dawniej prawosławnemu Bożemu Narodzeniu. Opowiada nam o tym Anna Motowicka z Muzeum Ikon w Supraślu.
pixabay.com
Jak wyglądały przygotowania do prawosławnego Bożego Narodzenia na początku XX wieku?

Święta bożonarodzeniowe poprzedzone były czterotygodniowym postem. Myto wszystkie naczynia, patelnie gorącą wodą, żeby nie było tłuszczu zwierzęcego. Post był uczciwy, raczej bez ryby. Przeważnie jadano kapustę, ziemniaki, owsiany kisiel. Tak było na Hajnowszczyźnie, w okolicach Bielska Podlaskiego. Ściany, podłogi, sufity były szorowane na mokro. Do tego stopnia, że jeszcze w święta w powietrzu czuło się wilgoć. Bielono też piece specjalną glinką.

Dzieci, dziewczynki, młodzież wykonywały ozdoby z bibuły. Zdobiono dom. Do robienia kwiatków używano papierków po cukierkach. A w głównej izbie na cały sufit wykonywano ozdoby nazywane pająkami. W jednych domach to była rozciągnięta nitka, jak pajęczyna i na te nitkę zawieszano skręcone bibułki ze słomą, które się kręciły wisząc do dołu. W innych domach centralnie zawieszano kwiat, a jak była lampa, to wokół lampy rozciągano skręconą bibułę w różnych kierunkach sufitu. To była kolorowa siatka ozdobiona kwiatami.

Przygotowywano też oczywiście święty kąt, gdzie znajdowały się ikony. Trzy główne ikony otaczano ręcznikiem, a te, które nie mieściły się, to już kwiatkami z bibułki.

Zmieniano sienniki oraz poszewki. Układano haftowane poduszki.

Z kolei tydzień przed wigilią, przed świętami, chodzili ludzie po domach. Byli to biedni, chorzy, kalecy. Prosili o pomoc. Dawano im jedzenie. Ten, kto dawał żeberko, kiełbaskę, kawałek bułki, prosił: Pomódl się o moją rodzinę. Pomódl się o zmarłego takiego a takiego. Pomódl się za chorego takiego i takiego.

Co działo się w wigilię?

Na wigilię nigdzie się nie chodziło. Ale jak już ktoś przyszedł do domu, jeśli była kobieta to zapowiadało, że przez cały rok będą rodziły się jałówki, a jak mężczyzna to pojawią się wszystkie zwierzęta płci męskiej.

W wigilię nie jadło się przez cały dzień. Jak gwiazdka już na niebie była widoczna, to gospodarz, dziadek, ojciec szedł i przynosił snopek żyta, spleciony ładnie w warkocz, mający ok. 1 metra długości. Ten snopek nazywano kolada. Jak wchodził gospodarz z tym snopkiem do domu, to pozdrawiał wszystkich, którzy się w nim znajdowali: Bądźcie zdrowi. Doczekaliśmy kolady. Snopek stawiany był pod ikonami. W niektórych domach podwieszano go. Jak snopek był w domu, to można było rozpocząć wigilię. Na stół w tym czasie przynoszono siano, dużo było tej słomy z sianem, kładziono je pod białym obrusem.

Oczywiście dwunastu dań nie było. Jedzono przede wszystkim barszcz grzybowy, bób gotowany polany oliwką lnianą i solą posypany, gotowaną pszenicę z miodem, śledzia solonego oraz w cieście, pampuszki – drożdżowe, grube placki posypane cukrem, kapustę duszoną z grzybami, buraczki na ciepło, mak kręcony zalany gorącą wodą z cukrem, którym polewano albo pampuszki, albo biały, pszeniczny chleb, krojony w kwadraciki. Bardzo ważny był też szczołok, czyli kompot z owoców suszonych. Gotowano kilka dni wcześniej gruszki, śliwki.

Nie było dzielenia się prosforą.

Stawiano świecę, gromnicę na stole, zapalano ją, mówiono Ojcze Nasz i przystępowano do jedzenia kolacji wigilijnej.

A co z choinką?

Po kolacji wigilijnej śpiewano kolędy i dopiero wtedy się choinkę ubierało. Wycinano aniołki z tekturki, łańcuszki robiono z bibuły, maleńkie czerwone jabłka wieszano, cukierki, ciasteczka wieszano. Później te smakołyki rozdawane były dzieciom.

Jak była choinka ubrana, przychodził Dziadek Mróz z workiem wypełnionym jabłkami, cukierkami, ciastkami. Szło się też do zwierzątek z resztkami ze stołu i pytało się: Czego sobie krówka życzy?, Co krówce dolega?.

Później odstawiano stół wigilijny i na sianie wszyscy się kładli, odpoczywali przed nabożeństwem, które rozpoczynało się o godzinie drugiej w nocy. A po nabożeństwie, jeżeli były w gospodarstwie drzewka, które źle rodziły, to gospodarz do nich podchodził i mówił: Ożywaj gruszko, Chrystus się narodził. Ożywaj jabłonko, Chrystus się narodził.

Poza tym kolędowano w pierwszy dzień świąt. A na drugi dzień jeżdżono do rodziny.
Dorota Mariańska
dorota.marianska@bialystokonline.pl