Turystyka

Wróć

Poznaj cztery niesamowite legendy i magiczne stwory. Podlasianie też mają swojego smoka!

2023-11-13 07:36:21
Podlasie to bez wątpienia niezwykła kraina. Na rozwój kulturalny tego miejsca miały wpływ aż cztery kultury. Pozostało wiele magicznych legend, o których często nie wiedzą sami Podlasianie.
Pixabay
O warszawskiej złotej kaczce lub krakowskim smoku wawelskim doskonale wszyscy wiemy. Ale czy słyszeliśmy kiedykolwiek o naszych, podlaskich legendach? Na Podlasiu też działy się magiczne, niezwykłe rzeczy! Mieliśmy nawet własnego smoka, a podlaskie lasy aż roiły się od... wilkołaków.

Podlasie to miejsce zetknięcia czterech kultur. Wyróżniamy więc cztery typy podlaskich legend: rusińskie, żydowskie, polskie i tatarskie. Poznajmy legendarne czasy naszej małej ojczyzny!

Legenda Rusińska o podlaskim smoku

Głównym bohaterem tej historii jest dobry i potężny wojownik Radar. Na co dzień zajmował się on kowalstwem, ale przez jego zaszczytne zasługi w bojach miejscowa ludność okrzyknęła go swoim księciem. Jego królestwo sąsiadowało z królestwem Lackim, a jego król - Lach miał na swoich usługach smoka Kruhowieja, którego naloty nękały poddanych Radara. Nasz książę postanowił zakończyć smocze odwiedziny raz na zawsze. Nakazał zbudować ogromną sochę, czyli narzędzie do orania. Następnie zlecił poddanym wybudowanie wysokiej, potężnej wieży, w której zaryglował się wraz ze swoimi najwybitnieszymi wojownikami.

Mieszkańcy przerazili się, że zostali opuszczeni przez swojego władcę. Gdy jednak smok nadleciał, Radar zawołał go w stronę owej wieży i sprowokował do wyłamania językiem potrójnych drzwi. Rozwścieczony smok dał się nabrać na tę zasadzkę, a dzielny książę tylko na to czekał. Pochwycił jego język ogromnymi kowalskimi kleszczami. Gad szarpał się i próbował uwolnić, a w tym czasie wojownicy zaprzęgli go do sochy. Zrezygnowany obiecał Radarowi rozejm. Książę nakazał mu przez kilka dni ciągać sochę i wyznaczyć granice swego księstwa tak, aby nigdy więcej nie było wątpliwości gdzie kończy się ziemia pod panowanie króla Lacha.

Upokorzony smok skończywszy swoją pracę skrył się w swojej jaskini i nikt go nigdy więcej nie widział. Znaki wyryte sochą nazywano Bugiem lub Bohom, które wyznaczyły przebieg granicy między ziemią białoruską, a krajem lachów. Wieża wzniesiona przez Radara zyskała nazwę Puszczy Białowieskiej. Baszta stoi do dziś w Kamieńcu.

Legenda żydowska o Kirkucie w Knyszynie

W XVII wiecznym Knyszynie swoją karczmę prowadził stary żyd z dwoma synami. Jeden z młodzieńców był pracowity, uczciwy i pełen troski w stosunku do starzejącego się ojca. Drugi z kolei był rozrzutny, awanturniczy i leniwy. Wciąż prowokował kłótnie z ojcem. Pewnego dnia postanowił zostawić rodzinę oraz dom i udać się w świat. Zrozpaczony stary Żyd umarł po odejściu syna. Obowiązki doglądania karczmy spadły na drugiego syna, który obiecał sobie prowadzić ją równie gościnnie i wspaniale jak robił to jego ojciec.

Młodzian któregoś dnia udał się nad pobliskie stawy, które według legendy wyłożone były szkłem i napełnione wodą z łez Królowej Bony wylanymi po ślubie jej syna z Barbarą Radziwiłłówną. Mężczyzna był wierny symbolom i zgodnie z tradycją po drodze opróżnił kieszenie z okruszków, co miało symbolizować pozbycie się grzechów. W tafli wody zobaczył twarz swojego zmarłego ojca, który polecił mu wypełnienie powinności, której on sam nie zdążył dokonać. Chodziło o wybudowanie Kirkutu, czyli żydowskiego cmentarza w Knyszynie.

Dobroczynny syn udał się więc w podróż w poszukiwaniu sponsorów do tego przedsięwzięcia. W tym okresie, w Tykocinie przebywał król Polski August II Mocny. Pewnej nocy nękały go potworne koszmary, śniła mu się jego kochanka Marta, cmentarz i stary, blady Żyd. Wyrwany ze snu usłyszał pod swoim oknem śpiew i nakazał strażnikom przyprowadzić śmiałka zakłócającego jego sen. Okazał się nim być nasz główny bohater opowieści, syn starego Żyda. W jego twarzy monarcha rozpoznał postać ze snu i zgodził się na spełnienie prośby młodzieńca ze strachu przed kolejnymi koszmarami sennymi. W ten oto sposób w Knyszynie został wybudowany wspaniały cmentarz.

Legenda polska o wilkołakach

Czy wiecie dlaczego podlaskie lasy roiły się kiedyś od wilkołaków? Ta historia ma swój początek w pewnej wiosce. Mroźną zimą mieszkańcy szykowali się na wesele. Na wspólne świętowanie zostali zaproszeni wszyscy mieszkańcy. A właściwie, prawie wszyscy, ponieważ ku nieszczęściu ogółu nie zaproszono owianej złą sławą staruchy Agaty. Zapomniana kobieta wpadła w istny szał.

Goniła kuligi, przewożące gości ze ślubu na wesele i rzucała na nich klątwy, przekleństwa oraz mroczne zaklęcia. Młodzi ludzie zaczęli zamieniać się w wilkołaki, a starucha przeganiała ich kijem do lasu.

W wiosce pozostały same dzieci i starcy, których nie zaproszono na tragiczne wesele. Pewnej nocy, ktoś przechodząc obok domu Agaty zobaczył tańczące na ścianach i suficie dookoła łóżka śpiącej wiedźmy cienie i demony. Postanowiono, że trzeba ukarać staruchę za jej mroczne czary. Duchowni stwierdzili, że aby pozbyć się czarownicy i jej wilkołaków należy uderzyć jednocześnie w dwanaście dzwonów kościelnych. Posłańcy wyruszyli do pobliskich parafii i wyjaśniwszy sprawę uzyskali dostęp do dzwonnic.

O wyznaczonej godzinie rozległ się dźwięk dwunastu instrumentów. Mieszkańcy wioski z trwogą podeszli do chatki starej czarownicy i z ulgą stwierdzili, że kobieta rzeczywiście jest już martwa.

Pochowano ją na cmentarzu. Nikt po niej nie płakał. Nikt nie pojawił się na pogrzebie. Gdy jakaś dobra dusza próbuje postawić znicz na jej bezimiennym grobie, który w magiczny sposób zarósł chwastami i cierniami w jeden wieczór, płomień od razu gaśnie.

Tatarska legenda o diabelskim słudze

Tym razem, przenosimy się do Studzianek. Mieszkał tu ongiś pewien mężczyzna, który postanowił zrobić swoim sługą samego diabła. Człowiek ten, nade wszystko pragną sławy, której zdobycie uniemożliwiało mu ubóstwo.

Pewnego razu postanowił udać się do łaźni, aby odbyć samotną kąpiel. Ku swemu zaskoczeniu, spotkał tam samego diabła. Z przerażeniem zaczął wykrzykiwać muzułmańskie wezwanie do modlitwy. Budynek łaźni zatrząsł się w posadach, a przestraszony diabeł obiecał spełnić każde życzenie mężczyzny, byle by ten zakończył swe modły.

Biedak przystał na tę umowę i nakazał diabłu usługiwanie mu przez trzy lata. Jak się domyślacie, umowa ta zawierał jednak pewien haczyk. Za pełnioną służbę diabeł zażyczył sobie zapłaty w postaci duszy ubogiego mężczyzny po jego śmierci.

Przez trzy lata mężczyzna gromadził bogactwa i żył bardzo rozrzutnie. Zyskał upragnioną sławę i dobra materialne. Czas jednak gnał nieubłaganie i nadszedł dzień, w którym diabeł oznajmił, że jego służba dobiegła końca. Nasz bohater przez swoją głupotę szybko roztrwonił majątek. Wraz z nim utracił sławę i umarł jako nikomu nieznany biedak. Po śmierci mężczyzny, diabeł przyszedł, by zabrać jego duszę do samego piekła.
Zofia Kondraciuk
24@bialystokonline.pl