Kryminalne

Wróć

Policjant przekroczył granice obrony koniecznej. Emocje wzięły górę

2017-11-16 18:48:18
Policjant - jako osoba prywatna - przez przypadek został włączony w awanturę. Następnie przeistoczył się z ofiary w atakującego. Teraz mimo że postępowanie karne wobec niego zostało zawieszone, to musi on wypłacić pokrzywdzonym nawiązki.
Dorota Mariańska
Wszystko zaczęło się z powodu psa

W nocy z 18 na 19 stycznia 2014 r. w Białymstoku doszło do zdarzenia, które zakończyło się nieprzyjemnościami dla pewnego policjanta.

Wówczas wyszedł on - jako osoba prywatna i poza służbą - z mieszkania znajdującego się na jednym z miejskich osiedli po tym, jak uczestniczył w spotkaniu towarzyskim. Bezpośrednio po opuszczeniu lokalu podeszło do niego trzech mężczyzn (dwóch z nich ma w tej sprawie status pokrzywdzonego, trzeci zaś zeznawał jako świadek). Doszło do wymiany zdań i jeden z nich zadał cios policjantowi. Panowie pomylili go z kimś innym i mieli do niego pretensję za wyzwiska, które padły pod adresem psa będącego własnością atakującego.

Funkcjonariusz jednak nie pozostał bierny i zaczął się bronić. Szybko uzyskał przewagę nad atakującym i niestety na swoją niekorzyść nie odpuścił mężczyznom. Dogonił tego, który zaczął awanturę i w trójkę wraz z drugim pokrzywdzonym znaleźli się w mieszkaniu należącym do tego ostatniego. Doszło do wyważenia drzwi. Tam policjant dalej atakował pierwszego z mężczyzn (obrażenia jakich doznał to m.in. pęknięty oczodół), natomiast drugiemu zadawał ciosy po głowie i nogach. Działo się to w obecności mundurowych, którzy przybyli do mieszkania (i znajdowali się w nim, zanim trzej mężczyźni dotarli do lokalu). Jedna z policjantek zeznała, że funkcjonariusz, który oberwał za psa, podbiegł do jednego z pokrzywdzonych, uderzył go i użył gazu, a ona starała się go odciągnąć. Ostatecznie przybiegli inni mundurowi, którzy wyprowadzili go z mieszkania.

Postępowanie umorzono, ale szkoda musi być naprawiona

W związku z tym co się wydarzyło policjant - główna postać tej historii - usłyszał kilka zarzutów i sprawa znalazła się w sądzie. W czwartek (16.11) postępowanie karne przeciwko niemu zostało warunkowo umorzone na okres próby w postaci 1 roku. Mimo to funkcjonariusz musi zapłacić nawiązki na rzecz pokrzywdzonych, tj. 1,5 tys. zł i 500 zł.

Sędzia uznał, że mężczyzna przekroczył granice obrony koniecznej, ale stało się to dopiero w momencie, kiedy znalazł się we wspomnianym mieszkaniu. Gdyby poprzestał na tym, co działo się przed budynkiem, jego zachowanie zostałoby uznane przez wymiar sprawiedliwości za obronę konieczną.

- Całe zdarzenie to incydent w życiorysie oskarżonego, który jest osobą niekaraną, ma dobrą opinię w policji. Jest to osoba, która działała jako osoba zdenerwowana i była zaskoczona całą tą sytuacją, zachowała się w taki a nie inny sposób. Nie wiemy, jak my byśmy się zachowali będąc na jego miejscu. Natomiast z drugiej strony trzeba powiedzieć, że policjant na pewno przeszedł nie jedno szkolenie, więc jakieś doświadczenie życiowe powinien mieć. Tutaj naprawdę nie trzeba było aż takich środków i takiej siły, żeby wszystko załatwić samemu, nie oglądając się na kolegów ze służby, którzy byli na miejscu – mówił w podsumowaniu orzeczenia sędzia Krzysztof Kozłowski z Sądu Rejonowego w Białymstoku.

Wyrok jest nieprawomocny.
Dorota Mariańska
dorota.marianska@bialystokonline.pl