Nauka

Wróć

Plecak, piórnik i ołówek - rodzice i dzieci kompletują wyprawki. Czego jeszcze szukają?

2018-08-27 10:37:18
Ruszył szturm na artykuły szkolne. Półki uginają się pod towarem, a rodzice i ich pociechy skrupulatnie wybierają najpotrzebniejsze rzeczy. Co kupują i za ile?
Justyna Fiedoruk
Długopis to ważna sprawa

Już w połowie wakacji w większości sklepów – tych większych, i tych mniejszych - pojawiły się artykuły szkolne. Ich wybór jest ogromny – różnią się praktycznie wszystkim. Także rozstrzał cenowy może być oszałamiający, bowiem za zwykły długopis możemy zapłacić od kilkudziesięciu groszy do kilkudziesięciu złotych.

- Ja swoim dzieciom nie kupuję drogich długopisów czy piór. Szybko je niszczą, moja córka ma jeszcze ten brzydki nawyk gryzienia końcówki, więc po miesiącu jej ołówki i długopisy wyglądają, jakby je myszy pożarły – śmieje się pani Hanna Łazowska, spotkana w hipermarkecie Auchan. - Oczywiście nie biorę też tych najtańszych, bo szybko się wypisują i rozmazują podczas pisania. Dzieci potem całe ręce mają brudne. Moim zdaniem cena 2-3 zł za długopis jest wystarczająca – dodaje.

Takie zdanie ma wielu innych rodziców robiących zakupy w tym samym sklepie:

- Ja kupuję hurtowo, tak 20 sztuk. Moje dzieci są w podstawówce i masowo gubią długopisy. Oczywiście zawsze naciągną mnie na przynajmniej jeden droższy, czyli ten z postaciami z bajek. Jakimi? Córka oczywiście wybrała Elsę z Krainy Lodu a syn Batmana. Takie dziecięce klasyki – tłumaczy Ilona Lulkiewicz, która na zakupy wybrała się z 10-letnią Adą i 12-letnim Krzysiem.

Trudno się zdecydować

Obecnie produktów jest tak wiele, że większość rodziców z dziećmi godzinami przemierza półki sklepowe, by skompletować wyprawkę szkolną. Na co zwracają uwagę?

- Wiadomo, liczy się cena, ale patrzę też, a może przede wszystkim, na jakość. Dotyczy to szczególnie piórników i plecaków, które łatwo się rwą, a zamki psują. Oczywiście mój syn chce mieć, jak to sam określił chłopakowy plecak, a więc z jakimś Spidermanem, piłkarzem itp. - mówi Anna Szyszko, spotkana w sklepie B1.

Plecak jest niewątpliwie najdroższym wydatkiem. Tu rodzice często muszą się mocniej złapać za kieszeń. Oczywiście są też takie za kilkanaście złotych, jednak wystarczy wziąć je do ręki, by przekonać się, że długo nie posłużą – szwy są słabe, a zamki często plastikowe.

- Ja stawiam na tornister. Właśnie oglądamy i mierzymy, żeby nie był zbyt duży, ani zbyt mały. Moja córka widzę, że zerka na plecaki, ale tłumaczyłam jej w domu, że są gorsze i mniej zdrowe – mówi Karolina Grycuk. - I mogą mnie boleć plecki, jak będę miała zły plecak – dodaje jej córka Wiktoria.

Wyprawka szkolna – co musi się w niej znaleźć

Dzieci, nawet te najmłodsze, są dobrze zorientowane jakie artykuły są potrzebne do szkoły:

- Trzeba mieć plecak, zeszyty, piórnik – ja chcę taki duży już z mazakami, kredki, ołówek, gumkę, linijkę, blok, nożyczki i długopisy – mówi 9-letni Kuba, który kupował artykuły wraz z rodzicami w sklepie B1. - I jeszcze temperówka i strój na wf – dodaje.

W młodszych klasach wychowawcy często dają rodzicom listę z artykułami, które będą potrzebne w roku szkolnym. W niektórych placówkach są zbierane pieniądze i nauczyciele sami kupują np. bloki, papiery kolorowe czy bibuły, z których dzieci wspólnie korzystają.

Czy 300+ pomaga rodzicom?

Wielu rodziców już złożyło wnioski w programie Dobry Start, w którym otrzymają 300 zł na wyprawkę dla każdego dziecka (szczegóły: Można składać wnioski w programie Dobry Start i dostać 300 zł na wyprawkę). Jedni rodzice się cieszą, inni sceptycznie podchodzą do tego świadczenia.

- Ja widzę te pieniądze jako kiełbasę wyborczą i tyle. Jeszcze nie złożyłem wniosku, żona to zrobi. Uważam, że lepiej daliby bony dla biednych rodzin na artykuły szkolne, a tak nie wiadomo, na co pójdą te pieniądze – mówi pan Bartosz spotkany w sklepie Auchan, który nie chce podawać swojego nazwiska.

Są jednak tacy, którzy bardzo się cieszą z pomysłu dofinansowania w postaci 300 zł:

- A moim zdaniem super pomysł. Utrzymanie dziecka dużo kosztuje, a wyprawka to naprawdę sporo. Do tego dochodzą opłaty na komitet rodzicielski itp. Więc początek roku jest ciężki. A te pieniądze pokryją większość, więc będzie dużo, dużo lżej. I można pozwolić też sobie np. na lepsze dresy dla dziecka czy plecak – uważa Dorota Czaczkowska, robiąca zakupy w sklepie B1.
Justyna Fiedoruk
justyna.f@bialystokonline.pl