Kryminalne

Wróć

Pacjentka nie żyje. Białostocki urolog odwołuje się od wyroku

2017-06-29 17:04:22
Urolog z jednego z białostockich szpitali został skazany za błędy w sztuce lekarskiej przy leczeniu pacjentki z sepsą. Po kilku miesiącach kobieta zmarła. Mężczyzna usłyszał karę pół roku więzienia w zawieszeniu. Teraz składa apelację.
pixabay.com
6 miesięcy więzienia w zawieszeniu

Pod koniec grudnia ubiegłego roku sąd rejonowy uznał urologa ze Szpitala Wojewódzkiego w Białymstoku za winnego tego, że nieumyślnie naraził pacjentkę na utratę życia. Jak wskazali śledczy, w 2013 r., pracując jako lekarz, nie wykonał on ważnych badań (m.in. drenażu wewnętrznego nerki i badań bakteriologicznych), za długo stosował jeden z leków oraz podejmował nieprawidłowe decyzje w trakcie leczenia.

Zdaniem prokuratury zignorowano objawy sepsy i nie została na czas podjęta decyzja o usunięciu lewej nerki. Kilka miesięcy później 62-letnia pacjentka zmarła.

Sąd skazał mężczyznę na 6 miesięcy pozbawienia wolności z zawieszeniem wykonania kary na 2 lata. Ponadto został on zobowiązany do zapłacenia ok. 16 tys. zł kosztów sądowych.

Lekarz chce uniewinnienia

Natomiast teraz obrońca urologa odwołała się od wspomnianego orzeczenia. W czwartek (29 czerwca) przed Sądem Okręgowym w Białymstoku wniosła o uniewinnienie swojego klienta lub ewentualne przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania. Zabiegała też o uwzględnienie dowodów, którymi miały być szpitalne dokumenty (m.in. regulamin placówki, oddziału urologicznego oraz informacja potwierdzająca czas pracy oskarżonego w poradni urologicznej). Dowody te, zdaniem mecenas, pozwoliłyby na ustalenie definicji i zakresu obowiązków tzw. lekarza prowadzącego oraz potwierdziłyby, że oskarżony nie miał możliwości podejmowania jakichkolwiek czynności diagnostyczno-leczniczych wobec pacjentki.

Sąd jednak wspomniany wniosek dowodowy oddalił. Argumentował to tym, że mecenas nie wykazała, że nie mogła powołać tego dowodu przed sądem pierwszej instancji ani nie wskazała też nowych okoliczności na poparcie wniosku. Poza tym sąd przypomniał, że informacja dotycząca dni pracy znajduje się już w aktach sprawy.

Argumenty obrony

- 21 lipca, 22 lipca, 9 września były to dni wolne od pracy. Oskarżony pracował w innym miejscu, był daleko poza salą operacyjną. Pewnych działań nie mógł się dopuścić. Nie może to skutkować przypisaniem winy za wszystkie czynności diagnostyczno-lecznicze, w tym wykonywane przez innych lekarzy podczas jego nieobecności i bez jego wiedzy. Nie można zgodzić się ze stanowiskiem sądu pierwszej instancji, że za wszystkie czynności z pacjentem odpowiedzialność ponosi lekarz prowadzący. Oskarżony nie o wszystkim decydował samodzielnie - przekonywała sąd obrońca urologa.

Mecenas wskazywała też, że niektóre czynności podejmowane były przez zwierzchników oskarżonego: ordynatora i jego zastępcę. Jako przykład podała wypis ze szpitala (z 6 sierpnia 2013 r.), gdzie na karcie informacyjnej widnieje podpis zastępcy ordynatora.

- Lekarz przeprowadzający zabieg nie jest w stanie przewidzieć skutków zabiegu, należy wziąć pod uwagę tzw. ryzyko medyczne. Leczenie operacyjne, farmakologiczne nie zawsze musi się udać. Tym bardziej, że jak wynika ze stwierdzenia biegłych na rozprawie przed sądem rejonowym, w szpitalu panował brud i trzeba przyjąć, iż było to zakażenie szpitalne – tymi słowami adwokat broniła swojego klienta.

Błędy były ewidentne

Natomiast prokurator wniósł o oddalenie apelacji i utrzymanie w mocy wyroku sądu pierwszej instancji:
- Sam oskarżony stwierdził na jednej z rozpraw, że gdyby wszyscy lekarze zachowali się tak jak trzeba, pacjentka mogłaby żyć. Błędy były ewidentne. W szczególności jednym z takich kardynalnych błędów było wypuszczenie 6 sierpnia 2013 r. pacjentki do domu. Na karcie informacyjnej widnieje podpis 2 osób: oskarżonego oraz ordynatora oddziału. To, że ktoś inny dopuścił się uchybień, nie zwalnia z odpowiedzialności oskarżonego. W całej dokumentacji medycznej to właśnie oskarżony zamieszczał najwięcej wpisów, czyli de facto brał odpowiedzialność za wszystkie procedury, które były wdrażane wobec pacjentki.

Ostatecznie sąd odroczył sprawę do 11 lipca.
Dorota Mariańska
dorota.marianska@bialystokonline.pl