Sport

Wróć

Oko w oko. Dariusz Strychalski, czyli łapski Forrest Gump, który ukończył piekielnie trudny Badwater [WYWIAD]

2014-12-31 00:00:00
Dziś moim i państwa gościem jest Dariusz Strychalski. Człowiek, który mimo przeciwności losu pokazuje, że może rywalizować z każdym na najwyższym poziomie i powinien być wzorem dla wielu z nas.
Dariusz Strychalski
Na początku mały wstęp i kilka słów o moim gościu. Dariusz Strychalski urodził się 20 września 1975 roku w Dobrym Mieście. Był normalnym, zdrowym dzieckiem, aż do momentu tragicznego wypadku. W wieku 8 lat wpadł pod samochód. Dariusz przez prawie 3 miesiące był nieprzytomny, cudem udało się go uratować. Strychalski od nowa musiał uczyć się wszystkich czynności życiowych. Kończyna dolna prawej strony ciała Dariusza jest krótsza, słabiej umięśniona, a stopą nie jest w stanie ruszać. Jego prawa ręka jest mniejsza, a ruchy mocno ograniczone. Nie poddał się jednak, walczył i odnalazł pasję w bieganiu, która, jak sam mówi, jest dla niego sensem życia.

Skąd się wziął pomysł na bieganie w Twoim życiu?

Ja zawsze powtarzam, że zepsuł mi się rower i zacząłem biec. Nie no wiadomo, początki były ciężkie, zaczynałem od 0,5 km biegu i 0,5 km marszu, ale już po trzech miesiącach pokonywałem odległość 20 km. Zapisałem się też do Startu Białystok, do którego jednak długo nie należałem.

Co się stało?

Po 2-3 latach musiałem zrezygnować, gdyż moja kategoria, w której biegałem, pozwalała mi rywalizować tylko na tartanie, a tam pękała mi kość piszczelowa. Przeszedłem więc na biegi uliczne.

I z jakim skutkiem?

Na początku były starty na krótkich dystansach, później maratony, a od 2007 roku biegam ultramaratony.

Powiedz mi od ilu lat biegasz?

Zacząłem dokładnie 14 lat temu.

Mimo, że jesteś niepełnosprawny, pokazujesz, że możesz rywalizować na najwyższym poziomie z każdym. Z jakimi opiniami się spotykasz i jak na Twoje sukcesy reagują inni?

Na początku, jak zaczynałem biegać, to... młodzież nabijała się ze mnie. Teraz jest już zupełnie inaczej. Po biegach ultra odbieram sporo gratulacji.

Kiedy zacząłeś biegać ultramaratony?

W 2006 roku była Setka Kaliska. Tam niestety nie dobiegłem, na 85 kilometrze musiałem zejść, gdyż miałem problemy żołądkowe. Rok później zaliczyłem już dwie setki w Hiszpanii i we Włoszech. Później były już coraz większe poprzeczki i coraz większe dystanse.

Startowałeś w ultramaratonie – Badwater Ultramarathon? Ile trwają przygotowania do takiego startu?

Do takiego biegu ultra przygotowywałem się bardzo solidnie. Robiłem 2-3 treningi dziennie, pokonując miesięcznie od 800 do 1000 km. Jedynie niedziela była delikatnie lżejsza, gdyż w tym dniu robiłem tylko jeden trening.

Pierwszy Badwater w 2012 roku nie został przez Ciebie ukończony. Z tego co wiem, zabrakło bardzo niewiele, aby ukończyć ten bieg

Zabrakło 100 km, czyli mniej niż połowa :)

Ale byłeś blisko zmieszczenia się w limicie czasowym

W sumie zabrakło ok. 35-40 minut. Szkoda, bo kondycyjnie byłem bardzo dobrze przygotowany, ale wraz ze swoją ekipą popełniliśmy jeden zasadniczy błąd. Przylecieliśmy zdecydowanie za późno, bo w niedzielę o 12, a start był następnego dnia o 6 rano.

No to raczej nie mogłeś tak szybko się zaaklimatyzować...

Czułem osłabienie organizmu jak tylko wstałem. Było mi bardzo zimno, a temperatura na zewnątrz pokazywała blisko 40°C.

Drugi start, drugie podejście i się udało. Licząca 217 km trasa z Doliny Śmierci do Mount Whitney, została przez Ciebie pokonana. Najtrudniejszy na świecie ultramaraton – Badwater Ultramarathon, w którym zawodnicy biegną od około 23 do nawet do 47 godzin bez przerwy w temperaturze przekraczającej czasami 55°C, przebiegł Dariusz Strychalski, dołączając tym samym do elitarnego grona osób, którym się udało

Jak ukończyłem ten bieg, to nie mogłem w to uwierzyć. Dopiero na drugi dzień, jak wręczono nagrody, to wszystko zaczęło do mnie powoli docierać. Nie byłem w tym biegu nawet w pierwszej dwudziestce, bo dopiero w okolicach 70 miejsca, ale jak wyczytano moje nazwisko, dostałem tyle oklasków i tyle gratulacji, że łza zakręciła mi się w oku.

Jak długo dochodziłeś do siebie po takim wysiłku?

Zmęczenie czułem dopiero po okresie 2-3 tygodni. Po samym powrocie do Polski biegało mi się bardzo dobrze, ale po upływie tych kilkunastu dni to nie było już to samo. Czułem, że mogę biec, ale nie miałem tzw. powera.

Co robisz poza bieganiem?

Do końca tego roku pracuję w jednym ze sklepów sportowych, a od nowego chcę się zająć fundacją Zwycięzca, którą założyłem. Moim celem jest pomoc osobom niepełnosprawnym, zachęcanie ich do biegania i jeśli będę w stanie, to również pomoc finansowa.

Jakie masz plany na 2015 rok?

Mam zaplanowane kilka startów, ale muszę jeszcze to wszystko dopiąć, aby się udało na 100%. Dodam też, że chcę zorganizować dwa biegi charytatywne. Pierwszy będzie miał miejsce już w styczniu. Chcę pobiec i zebrać fundusze dla jednej z podopiecznych, która w marcu będzie miała przeszczep komórek macierzystych. Nie znalazłem jeszcze sponsorów do tej imprezy, ale licząca 550 km trasa będzie zaczynała się w Łapach, a zakończy w Poznaniu.

I jeszcze jedno, jaki jest Twój największy sukces, niekoniecznie sportowy

Dla mnie ukończenie każdego biegu jest ogromnym sukcesem.
Błażej Okuła
blazej.o@bialystokonline.pl