Kryminalne

Wróć

Najpierw napadli w domu, potem porwali. Tak wyglądały rozliczenia z 27-latkiem

2017-09-07 18:39:55
Podrobienie umowy najmu mieszkania, posiadanie narkotyków oraz dwa rozboje. Wszystko w Białymstoku z udziałem kilku osób. Sprawę tę próbuje rozwikłać Sąd Okręgowy w Białymstoku.
pixabay.com
Na wokandzie Sądu Okręgowego w Białymstoku znalazła się interesująca sprawa z poważnymi zarzutami. Prokuratura przygotowała 3 akty oskarżenia. Wynika z nich, że 21-letni Konrad P. 29 grudnia ubiegłego roku miał dokonać rozboju z kradzieżą konsoli, złotego zegarka i pieniędzy w jednym z domów na terenie miasta. Śledczy zarzucają mu działanie – przy użyciu noża - w porozumieniu z 4 innymi, nieustalonymi osobami. Na jego konto prokuratura dopisała także podrobienie umowy najmu lokalu (mieszkanie przy ul. Fabrycznej chciał wynająć, żeby przechowywać w nim narkotyki) oraz posiadanie i wprowadzenie do obrotu znacznej ilości środka odurzającego.

Z aktów dowiadujemy się też, że kolejny mężczyzna, który również zasiadł na ławie oskarżonych, czyli 27-letni Piotr K. miał także dokonać rozboju na pokrzywdzonym białostoczaninie, a następnie pozbawić go wolności poprzez wrzucenie do bagażnika samochodu marki Audi A8 (do zdarzenia doszło przy pętli końcowej autobusu linii nr 9) i wywiezienie go do opuszczonego budynku w lesie, a następnie przywłaszczenie 6,5 tys. i żądanie od niego 100 tys. zł.

Poza tym śledczy postawili zarzuty również dziewczynie Konrada P. Odpowie ona za posiadanie znacznych ilości środków odurzających. Jednak jej sprawa została wyłączona do odrębnego postępowania.

Trzeba też wspomnieć, że w rezultacie opisanych działań, pokrzywdzony doznał m.in. obrzęku twarzy, głowy, miał trudności w poruszaniu się oraz zasinienia.

To nie był rozbój a rozliczenie

Konrad P. przyznał się, ale nie do wszystkich zarzucanych mu czynów. Wyjaśnił, że rzeczywiście sfałszował umowę najmu i miał narkotyki. Stwierdził też, że był u pokrzywdzonego, ale nie po to, żeby go pobić. Jak mówił, chciał jedynie odzyskać nierozliczone pieniądze. Chodziło o sprzedaż hormonu wzrostu. Towar został wyceniony na 5 tys. zł, a oskarżony tłumaczył, że nie dostał całej kwoty.

Natomiast w kontekście rozboju poinformował, że mężczyźni, którzy pobili pokrzywdzonego wcześniej mu grozili i niejako był on zmuszony im pomóc i skontaktować ich z pokrzywdzonym. Tak rzeczywiście się stało. Czterech mężczyzn (21-latek nie wyjawił kim są) w kominiarkach pojawiło się w domu młodego białostoczanina przy ul. Radosnej. Do lokalu wpuścił ich, będący tam wcześniej Konrad P. Zarówno z zeznań oskarżonego, jak i pokrzywdzonego wynika, że Konrad P. pilnował wówczas psa należącego do pokrzywdzonego, a poza tym kręcił się po domu i szukał wartościowych przedmiotów.

- To nie był rozbój a rozliczenie. Ja z tego przestępstwa nie osiągnąłem żadnej korzyści – zeznał 21-latek w czwartek (7.09) przed sądem.

W międzyczasie białostoczanin został pobity. Powiedzieli, że jeżeli chcę w tym mieście żyć, mam dać 30 tys. zł opowiadał on później, stojąc przed obliczem składu sędziowskiego.

Natomiast drugi oskarżony, czyli 27-latek, nie przyznał się do zarzucanych mu czynów.
- Nie brałem udziału w porwaniu. Ten człowiek mógł mnie rozpoznać z telewizji albo z klubu, w którym pracuję. Nie mam pojęcia, dlaczego pokrzywdzony mnie oskarża.

Bili, pryskali gazem i wywieźli do lasu

W czwartek sąd przesłuchał także pokrzywdzonego 27-letniego białostoczanina.

- Ukradli mi 6 tys. zł plus konsolę i zegarek. Pobili mnie. Pryskali gazem. Żądali dużej kwoty pieniędzy. Jedna osoba do mnie podeszła i przyłożyła nóż. Natomiast 15 stycznia umówiłem się na spotkanie w celu odzyskania złotego zegarka. Wiedziałem, że jak go nie odzyskam, ojciec będzie go szukał. Tam już mnie nikt nie bił. Twarz wyglądała tak, że nie było na niej miejsca do bicia - wspominał, zapytany o przebieg zdarzeń, mężczyzna.

Z jego zeznań wynika też, że znajdując się w lesie, musiał klęczeć na śniegu, był także straszony, że zostanie przywiązany i zostawiony na noc. Ostatecznie oprawcy dali mu spokój i mógł wrócić do domu.

- Po porwaniu bałem się wychodzić z domu, bałem się nawet chodzić po zakupy - tak 27-latek podsumował swoją relację.

Jak dalej potoczą się losy wszystkich bohaterów opisanej historii, z pewnością wkrótce się przekonamy. Niewątpliwie światło dzienne ujrzą także kolejne szczegóły tej mrocznej sprawy.
Dorota Mariańska
dorota.marianska@bialystokonline.pl