Kultura i Rozrywka

Wróć

Monika Szewczyk. Walka o kulturę trwa [WYWIAD]

2021-04-28 16:23:31
Winstonowi Churchillowi przypisuje się słowa: Jeżeli nie ma kultury, to o co my do cholery walczymy?!. Miał je wypowiedzieć podczas wojny, komentując budżet kraju z ograniczonymi środkami na kulturę. Zatem... Co nam po świecie bez sztuki? - rozmawiamy z Moniką Szewczyk, dyrektor Galerii Arsenał.
Galeria Arsenał
Jak wygląda życie Galerii Arsenał w Białymstoku w czasie pandemii?

- Bez publiczności? Smutno. Obecna wystawa Diany Lelonek jest w pewnym sensie tego ilustracją. Nasza praca oparta jest na relacjach z ludźmi, na interakcji, na spotkaniach, rozmowach – i tego bezpośredniego kontaktu bardzo nam brakuje. Pandemia ograniczyła również naszą aktywność poza galerią, myślę tu przede wszystkim o wyjazdach i wystawach zagranicznych. Nowe warunki są za to zawsze okazją do weryfikacji dotychczasowych metod, do przyjrzenia się instytucji i refleksji nad jej strategią.

Jednak mimo trudnych okoliczności wydaje się, że galeria nie zwalnia tempa, wciąż otwierane są nowe wystawy. Czy w okresach luzowania restrykcji, gdy galerie mogą być otwarte dla publiczności, zauważa Pani wzrost liczby osób odwiedzających wystawy? Ludzie są spragnieni sztuki?

- Mam wrażenie, że ludzie ograniczyli swoją aktywność, że ostrożnie unikają niekoniecznego kontaktu. Ale w galerii utrzymujemy reżim pandemiczny, dbamy o bezpieczeństwo. Nasza publiczność zdaje sobie sprawę, że terminy wystaw nie są już stałe, że mogą ulec skróceniu lub wydłużeniu, i wykazuje dla tych zmian dużą wyrozumiałość. Rzeczywiście, moment otwarcia galerii po lockdownie jest euforyczny. To stęsknienie za sztuką jest odczuwalne, nie tylko poprzez liczbę zwiedzających, ale również w sposobie zachowania i deklaracjach z ich strony. Jestem przekonana o terapeutycznej roli sztuki.

Więc na co komu sztuka w takim świecie? Co można zyskać dzięki niej?

- Winstonowi Churchillowi przypisuje się słowa: Jeżeli nie ma kultury, to o co my do cholery walczymy?!. Miał je wypowiedzieć podczas wojny, komentując budżet kraju z ograniczonymi środkami na kulturę. Zatem... Co nam po świecie bez sztuki?

Dobiera Pani tematy wystaw do obecnej sytuacji?

- Rok temu, kiedy wydarzył się pierwszy lockdown, przeniesienie się z ekspozycjami do sieci stało się koniecznością. Zobaczyliśmy w tym szansę na realizację nieplanowanej wcześniej wystawy o tym, co się dzieje na świecie w czasie rzeczywistym. Moje koleżanki – kuratorki Katarzyna Różniak i Eliza Urwanowicz-Rojecka – w rekordowo krótkim czasie przygotowały wirtualną ekspozycję Solidarność i sprawstwo, do której nabór odbył się w konkursowym trybie open call. Prezentowana obecnie wystawa Diany Lelonek Kompost również porusza temat instytucji sztuki w obliczu kryzysu. Artyści szybko reagują na impulsy zewnętrzne, są jak papierek lakmusowy, więc w jakimś sensie odbicie obecnej sytuacji można znaleźć w wielu powstających obecnie pracach.

Sztuka jakoby została uwięziona w murach galerii. Odcięta od świata, odbiorców. Ma Pani pomysł, jak dotrzeć z nią mimo to do ludzi? I czy w ogóle starać się o to?

- Wszyscy staliśmy się zakładnikami pandemii, izolacja doskwiera każdemu z nas. Dostosowujemy używane przez nas narzędzia do nowej sytuacji: wykłady, warsztaty, program edukacyjny SEPPO, komunikacja wokół wystaw - nieźle się sprawdzają online. Transmitujemy na żywo otwarcia wystaw, materiał jest potem dostępny na stronie Galerii Arsenał. Ale nie ulega wątpliwości, że nic nie zastąpi nam bezpośredniego kontaktu z dziełem. Na tym polega fenomen sztuki.

Na stronie Muzeum Narodowego we Wrocławiu napotkałam artykuł Po co nam sztuka w czasach pandemii?, którego autorka Dorota Szechińska pisze: Globalne problemy dotyczą już i nas. Z dnia na dzień rośnie nasz niepokój i kradnie ład duchowy, radość, pewność przyszłości. Nawet z kondycją fizyczną jest coraz gorzej. Tak bardzo chcielibyśmy odzyskać nasze dotychczasowe życie. Jaką cenę bylibyśmy w stanie za to zapłacić? W takich transakcjach waluta jest jedna: płaci się wolnością. W naszej sytuacji chcemy i musimy dzień po dniu ją oddawać. Zgadza się Pani z tym stwierdzeniem? I chyba do sztuki, do jej kondycji, też można odnieść te słowa?

- Po roku życia w pandemii nie jestem już nią tak zaskoczona. Wydaje mi się, że jakaś radykalna zmiana była do przewidzenia, pytanie tylko, jakie wnioski wyciągamy z tego, co się wydarzyło. Myślę niestety, że już nie ma powrotu do pełnej beztroski. Popsuliśmy świat – i teraz on będzie narzucał nam różne ograniczenia, limitował naszą wolność. Tego typu refleksja o samoograniczeniu, powściągliwości pojawiła się w sztuce przed pandemią, ale ostatni rok wyeksponował takie postawy.

Jak pandemia Pani zdaniem wpłynie na sztukę? Na tematy poruszane przez nią? Próbuje Pani wyobrażać sobie świat po tym, jak uda się zapanować nad pandemią? Kiedy powróci ład świata, wyjdziemy z domów? Myśli Pani, że w ogóle jest możliwy taki powrót?

- Sztuka jest jedną z platform, które nas uczą brania na siebie odpowiedzialności. Większość dużych projektów artystycznych podejmuje obecnie ten temat. Dziś artyści często są też aktywistami, zwracają naszą uwagę na kwestie kryzysu – nie tylko pandemicznego, ale też klimatycznego, ekonomicznego, kryzysu demokracji. Ta tendencja – odejścia od sztuki dla sztuki w stronę sztuki zaangażowanej w aktualne problemy – zacznie moim zdaniem dominować.

Gdzie będzie umiejscawiana wówczas sztuka, artysta czy artystka?

- Kryzys ekonomiczny, kurczące się środki publiczne to nie jest dobry czas dla sztuki. Nie uważam, że artysta głodny jest o wiele bardziej płodny. I niestety jest bardzo prawdopodobne, że pod pretekstem trudnej sytuacji podjęte zostaną próby marginalizowania sztuki. Myślę, że najciekawsze rzeczy będą się wydarzały na antypodach, w niezależnych inicjatywach, z dala od establishmentu, będą za to bardzo zaangażowane.

Ostatnio, dzięki przemowie noblowskiej Olgi Tokarczuk – słowem kluczem do czasów współczesnych stała się czułość, a po niej także uważność. Czy da się to odnieść także do twórczości artystów, z jakimi Pani się spotyka? Czy artyści zawsze przejawiali takie podejście?

- Przesłanie Olgi Tokarczuk jest bardzo ważne, szczególnie dla ludzi kultury. Bardzo wielu z nas się z nim utożsamia. Wielu artystów traktuje tę wypowiedź jako reprezentację ich własnej postawy, w bardziej lub mniej bezpośredni sposób znajdujemy to w ich pracach. W Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki jest w tej chwili pokazywana instalacja Joanny Rajkowskiej, w Arsenale – Diana Lelonek, w gdańskiej Łaźni 2 – Elżbieta Jabłońska, której cała twórczość to czułość i uważność, a czasem jeszcze zaniechanie.

Czego by Pani sobie życzyła na ten czas? O czym Pani marzy w kontekście Galerii Arsenał?

- Marzenia związane z Arsenałem stają się dziwnie niewypowiedzialne wobec trudności, które przechodzimy jako społeczeństwo, jako świat. Może po prostu: odporności.

Dziękuję bardzo za rozmowę
Anna Kulikowska
24@bialystokonline.pl