Kryminalne

Wróć

Mieli plan na zdobycie pieniędzy, by móc przejąć spadek. Teraz odpowiedzą za oszustwa

2017-04-04 20:00:05
Chcieli przejąć spadek. Nie mieli na to pieniędzy, więc wzięli je głównie od znajomych, którzy zaciągnęli dla nich pożyczki. W ten sposób 40-letni były policjant z Białegostoku oraz jego matka planowali zdobyć nieruchomość w Szczecinie.
pixabay.com
Celem był spadek

We wtorek (4.04) w sądzie okręgowym w Białymstoku zaczął się proces matki i syna oskarżonych o wyłudzenia kilku pożyczek na wielotysięczne kwoty. 40-latek - policjant na emeryturze - pożyczał pieniądze od swoich znajomych z pracy, a 66-letnia matka uwiarygodniała wersję wydarzeń, którą im przedstawiał. Oskarżony zadłużył się również w bankach. Jak wynika z aktu oskarżenia, złożył nierzetelne, pisemne oświadczenia. Twierdził, że pozostawał w 1-osobowym gospodarstwie domowym i nie poinformował o posiadaniu innych obciążeń kredytowych, czym wprowadził w błąd pracowników banków.

Oskarżeni chcieli dzięki temu uzyskać środki na przejęcie spadku, tj. nieruchomości położonej w Szczecinie. Matka była jednym ze spadkobierców, zamierzali spłacić pozostałych.

Kredyty i hazard

Były policjant przyznał się do większości zarzucanych mu czynów.

- Ponieważ chcieliśmy spłacić spadkobierców, trzeba było załatwić środki. Znalezienie wszystkich spadkobierców było trudne. W tym czasie pożyczyłem pieniążki od wskazanych osób. Przyznaję się też do tego, że to ja namówiłem swoją mamę, żeby pożyczyła pieniądze od 2 osób. Wiedząc, że sprawa potrwa, mając określone środki finansowe, postanowiłem zainwestować, żeby zarobić i być może wcześniej się rozliczyć z pożyczkodawcami. Moje zarabianie pieniędzy wyglądało w taki sposób, że zadłużyłem się - wyjaśniał przed sądem oskarżony.

Sąd dopytywał, w co 40-latek konkretnie zainwestował. Mężczyzna odpowiedział, że w hazard, a konkretnie w zakłady bukmacherskie. Zaznaczył jednak, że chce wyjść z nałogu i zapisał się na terapię.

- Przede wszystkim chcę zacząć oddawać pieniążki poszkodowanym. Każdemu oddałem już niewielką część - zapewniał funkcjonariusz na emeryturze.

Nie zgodził się on jednak z zarzutami dotyczącymi banków:
- Z bankami sytuacja wygląda w taki sposób, że nawet gdybym chciał, nie mógłbym zrobić w ten sposób, że zataiłbym swoje zobowiązania, bo bank sprawdza historię kredytów. Jedynym, do czego się przyznaję, jest to, że przy składaniu wniosku stwierdziłem, że jestem kawalerem.

Okazuje się bowiem, że oskarżony jest żonaty.

Jednocześnie 40-latek wyjaśnił, że spłaca raty bankowe.

Natomiast jego matka przyznała się do zarzucanych czynów i nie chciała składać wyjaśnień.

Pożyczki na konto znajomych z pracy

We wtorek sąd przesłuchał także kilku świadków. Jak wynika z zeznań jednego z nich, oskarżony, po przyjęciu pieniędzy z pierwszej i następnych pożyczek, mówił, że koszty uzyskania spadku są większe i prosił o kolejny kredyt. Informował również, że pojawiła się osoba, która chce kupić spadek, więc potrzebuje większej ilości pieniędzy. 40-latek ocenił wartość spadku na 500 tys. zł. Wszystko odbywało się na podstawie głównie ustnych umów. Potem mężczyźnie udało się namówić pokrzywdzoną na kredyt konsolidacyjny, który miał pokryć wcześniej zaciągnięte przez nią pożyczki. Oskarżony wyjaśniał kobiecie, że sam nie mógł wziąć kredytu, bo jego żona tego nie chciała.

- Chciałam pożyczyć pieniądze człowiekowi, który jest w potrzebie. Znaliśmy się, byliśmy na wspólnych imprezach, urodzinach, imieninach - wyjaśniała w sądzie jedna z pokrzywdzonych.

Świadek zeznała, że spadkobiercy mieli dostać po 30 tys. zł. Mówiła, że oskarżony nie chciał, żeby środki były przekazywane na konto. Miał także wymyślać różne powody, żeby nie spłacać wobec niej zaległości. Podawał takie przyczyny jak: choroby, śmierć w rodzinie. Jednocześnie chwalił się, że żyje na wysokim poziomie.

Inny ze świadków, składając wyjaśnienia przed sądem, mówił, że kiedy zaczął obawiać się o pożyczone pieniądze, matka mężczyzny scedowała na niego prawa do polisy na życie. Biorąc pod uwagę motywację, jaką się kierował, to i w tym przypadku była to empatia:
- W związku z tym, że znaliśmy się z pracy, zgodziłem się pomóc, był sympatyczny.

W tej sprawie łącznie jest 8 pokrzywdzonych, licząc łącznie z bankami.
Dorota Mariańska
dorota.marianska@bialystokonline.pl