Aktualności

Wróć

Jego małe serduszko walczy o życie. Pomóżmy ratować Antosia

2021-05-17 14:16:41
Antoś Kuczyński z Sejn niedawno skończył roczek. Malca czeka skomplikowana operacja serduszka w klinice w Bostonie. Rodzice chłopczyka muszą za nią zapłacić do końca maja. Czasu zostało niewiele, a brakuje jeszcze ponad 300 tys. zł.
siepomaga.pl
Za miesiąc powinni być już w Stanach

- Serduszko naszego synka to tykająca bomba. Nie wiemy, ile dokładnie czasu mu zostało. Może miesiąc, a może wszystko się rozsypać jak domek z kart już jutro... Operacja korekcji wady jest skrajnie trudna i podjęcia się takiego zabiegu mogłoby ledwie kilku kardiochirurgów na świecie. Ośrodek w USA jest praktycznie najlepszy - piszą na stronie zbiórki siepomaga rodzice Antosia.

Z jaką wadą zmaga się Antoś? To przełożenie wielkich pni tętniczych z zarośniętą zastawką pnia płucnego, zespół heterotaksji pod postacią prawostronnego izomeryzmu.

W przypadku niewykonania operacji w najbliższych tygodniach - prognoza jest zła. Należy przypuszczać, że dziecko będzie coraz bardziej niedotlenione, skrajna sinica jest zagrożeniem życia. Tylko przeprowadzenie całkowitej korekty wady, tak jak proponuje ośrodek w Bostonie, daje szansę chłopcu na komfort życia.



- Po Antku na pierwszy rzut oka nie widać, że ma tak bardzo chore serduszko. To my rodzice codziennie patrzymy na schowane w skarpetkach sine stópki i jagodowe usta. Po dłuższej zabawie i większym wysiłku zaczyna kaszlać i gdy nie ma już siły, wspina się na moje kolana i mocno przytula. Staramy się żyć jak każda rodzina, ale widmo choroby wisi nad nami nieustannie - dodaje mama chłopca.

Zostało kilkanaście dni do końca zbiórki

Antek urodził się z dwiema dobrze wykształconymi komorami. Niestety leczenie w Europie tak skomplikowanej wady nie jest możliwe. Lekarze z Bostonu nie tylko zachowają serce dwukomorowe, ale też przeprowadzą całkowitą korektę wady serca malca.

- Nasz syn będzie mógł mieć szczęśliwe dzieciństwo, będzie mógł żyć jak każde inne dziecko, po prostu będzie z nami. Problem tkwi w pieniądzach... - dodają rodzice chłopca.

Koszt operacji wraz z kilkumiesięcznym pobytem w szpitalu będzie opiewać na kwotę rzędu miliona złotych, a konieczny może też się okazać specjalistyczny transport medyczny.

W wielu przypadkach już się udało pomóc, więc jest nadzieja, że i tu się tak stanie. Liczy się każdy, nawet najmniejszy gest. A życie wielokrotnie pokazywało, że warto pomagać. Każdy, kto chciałby pomóc Antosiowi może wpłacać pieniądze tu: Pomóż ratować Antosia!
Paulina Górska
paulina.gorska@bialystokonline.pl