Kultura i Rozrywka

Wróć

Halfway Festiwal. Songwriting nie jedno ma imię

2012-06-11 00:00:00
Od białoruskiej duszy Paliny Respubliki, przez ekspresyjną Alinę Orlovą, dystyngowanego Martin Halla po punk rockowego Janerkę i islandzko zawodzącego Low Roara. Pierwsza odsłona Songwritng Op!Era Festival ukazała różnorodnych artystów piosenki autorskiej, ze wschodu, zachodu i północy, poza ogólnym obiegiem.
Magdalena Gorbacz
Niech się wstydzą poszukiwacze nowych brzmień, oryginalnych artystów i zaskakujących koncertów. Nie uczestniczyć w Halfway Festival to wielkie faux pas dla miłośników kulturalnych wydarzeń.

Pierwsza edycja nowego wydarzenia Opery i Filharmonii Podlaskiej zaskoczyła doborem wykonawców, poziomem artystycznym i niestety niską frekwencją. Szczęśliwi ci, którzy mimo wszystko byli, słyszeli, widzieli. Songwriting Op!Era Festival przyniósł kilka powodów do radości, wzruszenia, zaskoczenia i zdumienia. Po tym wydarzeniu piosenka autorska nie jedno ma imię i wcale nie musi kojarzyć się ze starszym panem z gitarą.

Festival otworzył białostocki duet Lifemotiv. Michał Czarnecki i Kamil Łukomski prezentują tzw. miejską poezję obserwacyjną, która opisuje m.in sprzedawców z bazaru Madro, tajemniczą śmierć chomika czy damsko-męskie spotkania autobusowych spojrzeń. Białoruską duszę lirycznie i akustycznie wyśpiewała 18-letnia bardessa - Palina Respublika. Tęsknotę, smutek, tragedie wojny i partyzancki los na folkową nutę zagrali i wyśpiewali Ludzi na bałocie. Następnie na scenie wystąpiła Alina Orlova. 24-letnia Litwinka, nieśmiała i nieco speszona przy zapowiadaniu piosenek zmieniała się nie do poznania podczas występów. Wokalistkę i multiinstrumentalistkę (grała na pianinie i akordeonie) od stóp po burzę włosów wypełniała muzyka. Jej bardzo ekspresyjne wykonania autorskich piosenek, a także utworów do teksów m.in Williama Blake'a czy Puszkina wbiły festiwalową publiczność w fotele. Nie bez przyczyny zachwyca się Orlovą zachodnia Europa. Nie bez przyczyny artystka i towarzyszący jej zespół młodziutkich muzyków otrzymali owacje na stojąco. Zjawiskowy występ.

Zupełnie inne klimaty i emocje przeniósł koncert Maritna Halla. Duńczyk wystąpił po raz pierwszy w Polsce. U nas mało znany, a na rodzimej scenie występuje od 30 lat. Pierwszy zespół w nurcie new wave, new romantic założył mając 17 lat. W Białymstoku wystąpił z chłodnym, przestrzennym brzmieniem północy. Pierwszy dzień koncertowy zakończyła polska legenda - Lech Janerka. Mimo późnej pory,(koncert zaczął się po północy), punkrockowa energia, teksty kultowych piosenek śpiewała razem z nim wierna publiczność. Przy takich utworach jak Ave Hella, Ewolucja, rewolucja i ja czy Śmielej - ciężko było usiedzieć w miejscu.

Nieszablonową wersję songwritingu z zachodu pokazały koncerty w niedzielę, 10 czerwca. Ten dzień rozpoczął Low Roar. Amerykański artysta przeniósł się na Islandię, gdzie tworzy swoją muzykę. Jego występ był przesiąknięty specyficznym duchem tego miejsca, a jego zawodzące śpiewanie miejscami przypominało najsłynniejszy zespół z północnego kraju - Sigur Ros.

Chyba najmniej do schematycznego wizerunku songwritera pasował Sebastien Schuller. Francuski artysta zaserwował elektronicznego seta autorskich piosenek z ciekawymi wizualizacjami, który równie dobrze mógłby wybrzmieć na klubowej imprezie lub festiwalu o zupełnie innym profilu. Dwudniowe wydarzenie zamknął amerykański duet The Mountain Goats. Legendarna grupa zagrała pierwszy raz w Polsce, a co ciekawsze, artyści dotarli do Białegosotku bez swoich gitar. Te prawdopodobnie zostały na lotnisku w Nowym Jorku. Szczęśliwie pożyczono im instrumenty od lokalnych muzyków.

Choć Halfway Festival miał się odbyć w nowym amfiteatrze, ze względu na niepewną pogodę, koncerty przeniesione zostały na ul. Podleśną. O festiwalową atmosferę dbali grający w holu i na patio didżeje: Dtekk i Johnny Uraner.

Największym plusem zamiany miejsca było znakomite brzmienie wszystkich występów. Choć publika nie poraziła tłumami, to wśród uczestników festiwalu nie było osób przypadkowych. Specjalnie na koncert Low Roara przyjechały osoby z Warszawy i Lublina.

- Super pomysł na festiwal, ale chyba promocja była za słaba - wyznał Przemek z Warszawy. - Ja myślę, że to wina terminu. Studenci mają sesję, jest EURO - dodała Magda. Cena jest przystępna, w stolicy koncert każdego z tych wykonawców kosztowałby tyle, co tu karnet zaznaczyła para nastolatków.

To nie koniec Halfway Festivalu. Jego druga, folkowa odsłona pod koniec miesiąca. W dniach 29 czerwca - 1 lipca zagra m.in Kapela Ze Wsi Warszawa razem z Orkiestrą OiFP oraz Męskim Zespołem Wokalnym Constantine z Serbii, Haydamaky, The Loom czy Chłopcy kontra Basia. BialystokOnline objął wydarzenie patronatem medialnym.
Magdalena Gorbacz
magda.g@bialystokonline.pl