Sport

Wróć

Festiwal kartek przy Słonecznej. Jaga przegrała i kończyła mecz w 9

2022-08-06 19:46:25
2 czerwone kartki, sprokurowany rzut karny i gol na 1:2 stracony w ostatnich sekundach spotkania. O sobotnim (6.08) meczu z Radomiakiem zawodnicy i kibice Jagiellonii będą chcieli z pewnością jak najszybciej zapomnieć.
Grzegorz Chuczun
Do przerwy było 1:0

Ponieważ Nene nie spełnia na razie oczekiwań, a Taras Romanczuk dopiero dochodzi do pełni formy, trener Maciej Stolarczyk na domowy mecz z Radomiakiem wystawił skład usposobiony bardzo ofensywnie bez klasycznego defensywnego pomocnika, za to z trzema zawodnikami mogącymi grać na szpicy. Za kreowanie akcji odpowiedzialni mieli być Pospisil, Wojciechowski, Gual, Imaz oraz Cernych, natomiast w roli środkowych obrońców, wobec urazów Pazdana i Puerto, wystąpili Tiru, Skrzypczak, a także Nastić. Jako wahadłowi zagrali z kolei Prikryl i Wdowik, zaś w bramce - co zaskoczeniem nie jest - pojawił się Zlatan Alomerović.

Faworytem sobotniego starcia była Jagiellonia, ale to goście szybciej stworzyli sobie dogodną okazję do zdobycia gola. Już w 5. minucie, po dośrodkowaniu z lewej strony boiska, wynik meczu otworzyć mógł Roberto Alves, lecz mający portugalskie korzenie Szwajcar nie wykorzystał doskonałej szansy i szczupakiem uderzył tuż obok słupka. Po chwili strzał, który został zablokowany, oddał Leandro, po czym nieco odważniej do ataku ruszyła Duma Podlasia. Na efekty lepszej gry Żółto-Czerwonych nie trzeba było długo czekać. W 14. minucie piłkę na 10. metrze dosyć przypadkowo otrzymał Marc Gual, który kopnął futbolówkę mocno i celnie, dzięki czemu po raz pierwszy od bardzo dawna Jaga mogła się cieszyć z trafienia przed upływem kwadransa zmagań. Co ciekawe, Radomiak niemal natychmiast powinien wyrównać, ale na szczęście Maurides z bliska uderzył głową tuż obok bramki.

Co działo się później? W 32. minucie wprost w Alomerovicia huknął Leandro, a następnie blisko zdobycia gola był Maurides. Brazylijczyk znów doszedł do strzału głową, jednak i tym razem piłka nie znalazła się w siatce, gdyż fenomenalną interwencją na linii popisał się bramkarz Dumy Podlasia - 31-letni Zlatan. Po chwilowym naporze gości do ataku przystąpiła również Jaga. Niestety próba Guala zza szesnastki nie okazała się skuteczna, choć trzeba przyznać, że w tej sytuacji trudno było o bramkę, ponieważ Hiszpan musiał uderzać bez zamachu, poprzez samo dołożenie nogi.

Przed przerwą miały miejsce jeszcze 2 ważne wydarzenia. Na korzyść Dumy Podlasia podyktowany został rzut karny, który zaraz anulowano (zadziałał VAR), a tuż przed udaniem się do szatni drugi żółty - i w konsekwencji czerwony - kartonik zobaczył Mateusz Skrzypczak, w efekcie czego białostoczanie przez całą drugą połowę grali w osłabieniu.

Antybohater Trubeha

Po zmianie stron, co dziwić nie może, dłużej przy piłce utrzymywali się zawodnicy z Radomia. Przyjezdni już w 50. minucie powinni odrobić straty, gdyż pięknie z dystansu przymierzył Grzybek, ale gol w tej sytuacji nie padł, bo najpierw cudownie futbolówkę na poprzeczkę sparował Alomerović, po czym do pustej bramki nie trafił Rossi. Później ekwilibrystyczny strzał, który przyniósł rzut rożny, wykonał Leandro, a następnie wyraźnie chybił Abramowicz.

Żółto-Czerwoni zostali zepchnięci do głębokiej defensywy i w zasadzie nie wychodzili z własnej połowy. Radomiak nacierał i w końcu dopiął swego. W 60. minucie piłkę ręką we własnym polu karnym zagrał Bogdan Tiru, a sędzia Jakubik - po wideoweryfikacji VAR - zarządził jedenastkę. Nascimento z wapna się nie pomylił i było 1:1.

Co ciekawe, na tym nieszczęścia gospodarzy się nie zakończyły. Niedługo po wyrównującym trafieniu nieodpowiedzialny i bardzo brzydki faul 70 metrów od własnej bramki popełnił Andrzej Trubeha, który zasłużenie został wyrzucony z boiska, dlatego przez ponad 20 minut meczu Jagiellonia musiała walczyć z Radomiakiem w sile 9 przeciwko 11.

Czy Dumie Podlasia udało się utrzymać rezultat 1:1? Niestety nie. Goście, którzy praktycznie nie pozbywali się futbolówki, długo nie potrafili zadać decydującego ciosu, choć okazji ku temu nie brakowało, ale ostatecznie 3 punkty powędrowały na konto przyjezdnych. Wprawdzie najpierw sytuacji sam na sam nie wykorzystał Semedo, a innym razem ofiarnie niebezpieczne uderzenie rywala na ciało przyjął wprowadzony w drugiej połowie Taras Romanczuk, lecz w 94. minucie cały wysiłek Jagiellończyków poszedł na marne, bo z bliska piłkę do siatki zapakował Maurides i dramatyczny pojedynek zakończył się triumfem Radomiaka 2:1.

Jagiellonia Białystok - Radomiak Radom 1:2 (1:0)
Bramki: Marc Gual 12 - Filipe Nascimento 63k, Maurides 90+4

Jagiellonia Białystok: Zlatan Alomerović - Bogdan Tiru, Mateusz Skrzypczak, Bojan Nastić - Tomas Prikryl, Martin Pospisil (63' Taras Romanczuk), Oliwier Wojciechowski (46' Nene), 28' Marc Gual (56' Andrzej Trubeha), Fedor Cernych (84' Wojciech Łaski), Bartłomiej Wdowik - Jesus Imaz (84' Bartosz Bida)

Radomiak Radom: Gabriel Kobylak - Mateusz Grzybek (79' Dariusz Pawłowski), Raphael Rossi, Mateusz Cichocki, Dawid Abramowicz - Leandro, Filipe Nascimento (71' Daniel Łukasik), Roberto Alves, Thabo Cele (84' Dominik Sokół), Luis Machado (46' Lisandro Semedo) - Maurides
Rafał Żuk
rafal.zuk@bialystokonline.pl