Aktualności

Wróć

Dwie twarze: Uwaga! Niedzielny rowerzysta na drodze! [FELIETON]

2017-04-24 08:07:43
Nie szanujemy jednośladów. Od motocyklistów, po hulajnogi. Nie zauważamy ich na skrzyżowaniu, chlapiemy wodą z kałuży przy wyprzedzaniu, nie przepuszczamy na pasach. Nie liczy się nic, żadne bezpieczeństwo, żadna kultura. Żaden rowerzysta ani pieszy.
W kontekście rozpoczętego w sobotę sezonu motocyklowego zastanawia mnie los innych jednośladów na białostockich drogach. No bo z jednej strony BiKeRy, ścieżki rowerowe, a z drugiej jednak – przy tej ilości samochodów, chaosie komunikacyjnym i ogólnym podejściu do rowerzysty jako drugiej kategorii uczestnika ruchu – na rower strach wsiadać. Zwłaszcza jeżeli miałby to być w tym sezonie podstawowy środek lokomocji w drodze do pracy czy szkoły. Bo że masakra jest, wiadomo.

Nie szanujemy jednośladów. Od motocyklistów, po hulajnogi. Nie zauważamy ich na skrzyżowaniu, chlapiemy wodą z kałuży przy wyprzedzaniu, nie przepuszczamy na pasach. Wsiadając na rower, dziecko jadące do szkoły staje się łatwym celem ataku bezwzględnego kierowcy, w porannym szczycie próbującego dostać się do pracy za wszelką cenę. Nie liczy się nic, żadne bezpieczeństwo, żadna kultura. Żaden rowerzysta ani pieszy.

I w takich warunkach mam pozwolić córce czy synowi jeździć do szkoły rowerem? Zacząć sezon na jednoślady? Żeby zrobił sobie krzywdę jeden z drugim? Nic dziwnego, że 99% rodziców dziś odwozi i zabiera dzieci samochodem. Spod domu pod szkołę i z powrotem...

Z drogiej strony:

Pomyśl: czy Ty albo Twoi koledzy, koleżanki, rodzeństwo, byliście codziennie odwożeni do szkoły przez rodziców? Czy zabierali Was spod budynku po lekcjach i odwozili do domu? Nie. Tornister na plecy i w drogę – pieszo, rowerem, na hulajnodze czy deskorolce. Nikt uroczyście nie rozpoczynał sezonu, a ledwo śniegi opadły, Białystok na jednośladach jechał do szkół i innych zajęć. Byliśmy samodzielni – a teraz?

A teraz kaleczymy swoje dzieci, towarzysząc im w każdej z ich dróg. Pociąg czy autobus pokazujemy w ramach atrakcji, rower traktując wyłącznie jako weekendową zabawkę. A dzieciaki też wypuszczamy na przejażdżkę wyłącznie w towarzystwie kogoś dorosłego. Wyłączamy samodzielność.

A potem dziwimy się, że jako rowerzyści gubią się w codziennym ruchu – nie umieją się zachować, kiedy obok jedzie samochód, a ścieżkę przecina pieszy. Potem dziwimy się, że tyle jest wypadków powodowanych przez rowerzystę właśnie. Bo wjechał wprost pod samochód, bo rozpędzony wpadł na pasy między ludzi, bo spanikował zmieniając pas na skrzyżowaniu. Nasza nadopiekuńczość – tyle. Mam wrażenie, że kiedyś dzieci miały więcej odwagi i zaradności. A dziś wszyscy jesteśmy takimi niedzielnymi rowerzystami.

Do boju więc – sezon się właśnie rozpoczął!
Piotr Czubaty
24@bialystokonline.pl