Aktualności

Wróć

Dostał rachunek na 7 tys. zł. Walczy z białostocką spółdzielnią o sprawiedliwe opłaty

2018-03-22 08:08:13
Na kolejnych osiedlach Białegostoku co chwila słyszymy o niebotycznych naliczeniach opłat za ogrzewanie. Pan Radosław walczy o sprawiedliwe warunki płacenia za to, że ma w mieszkaniu ciepło. Spór z jego spółdzielnią trwa już 4 lata, a od półtora roku toczy się przed sądem.
pixabay.com
Gdy pan Radosław wprowadzał się wraz z rodziną do nowego mieszkania na Białostoczku, nie spodziewał się, że będzie się to wiązało z ogromnymi kłopotami, jakie na niego spadną. Rozpoczęły się one wraz z momentem, w którym otrzymał rozliczenie kosztów ciepła za pierwszą w całości przemieszkaną zimę, a dokładnie sezon grzewczy 2013-2014. Dopłata za ogrzewanie wyniosła wówczas ponad 2,5 tys. zł, co razem z kosztami, które były wliczone w czynsz dało ponad 7 tys.

- To była co prawda długa zima, ale kwota dopłaty mnie zdziwiła. Tym bardziej, że inni lokatorzy w tej samej klatce, mieszkający na niższych piętrach dopłaty mieli minimalne lub wręcz mieli zwroty za ogrzewanie. Krok po kroku doszedłem do tego, że z podobnym problem, jak ja borykają się inni lokatorzy z mieszkań znajdujących się na czwartym, najwyższym piętrze mojego bloku – opowiada pan Radosław.

Wadliwe współczynniki

Zaczął więc dochodzić, jak możliwe jest, że w jednym bloku dochodzi do tak dużych rozbieżności w naliczaniu opłat za ciepło. Od przedstawicieli Białostockiej Spółdzielni Mieszkaniowej usłyszał, że taka sytuacja nie była niczym wyjątkowym i wszystko było zgodne ze sposobem naliczania, którym zajmuje się zewnętrzna firma Ista. Dostał nawet zapewnienie, że obejmują go specjalne współczynniki korekcyjne, które mają nie dopuszczać do naliczenia mu zbyt wysokich kosztów.

- Ich wyliczenie i współczynniki nie biorą jednak pod uwagę tego, gdzie znajduje się moje mieszkanie – tego, że mój blok jest trzecim w kolejności, do którego dochodzi ciepło z węzła cieplnego rurami w ziemi; że mieszkam na ostatnim piętrze, więc ciepło idące po rurach do mojego mieszkania ogrzewa także inne lokale w pionie itd. Spółdzielnia jednak to bagatelizowała - żali się białostoczanin.

Jak twierdzi poszkodowany lokator, nie chodzi mu o to, żeby za ogrzewanie nie płacić, tylko płacić sprawiedliwie. Postanowił więc nie uregulować dopłaty, dopóki sprawa nie zostanie rozwiązania. Na ten protest spółdzielnia odpowiedziała pozwaniem go do sądu. Pan Radosław postanowił się bronić i zgłosił się, że do radcy prawnego obeznanego w tego typu sprawach. Z jego wyliczeń wynika, że nie dość, że dopłata była za wysoka, to nawet naliczenia w czynszu są o ok. 300 zł wyższe niż zużyte ciepło.

Teraz mniej, ale do kiedy?

Sprawa toczy się już blisko półtora roku. Obecnie jest na etapie opinii biegłych, ale pierwsza z nich została podważona, więc strony czekają na drugą. Pan Radosław przyznaje, że od czasu tamtego rozliczenia, są mniejsze, ale jego zdaniem zależy to od warunków atmosferycznych, jakie panują za oknem.

- Pogoda się jednak ciągle zmienia, a jak następna zima znów będzie długa i mroźna? Znów będzie trzeba zapłacić za ogrzewanie kilka tysięcy złotych – przypuszcza. - Zresztą nauczony doświadczeniem robiłem większe przedpłaty w czynszu.

Białostocka Spółdzielnia Mieszkaniowa, jak się okazuje, też zmieniła regulamin naliczania opłat w zeszłym roku i jak twierdzą jej przedstawiciele, jest on bardziej dostosowany do potrzeb mieszkańców.

- Zmiany można wprowadzać, ale tak naprawdę każdy przypadek jest indywidualny. Zawsze będzie tak, że znajdzie się ktoś niezadowolony, kto uważa, że płaci za dużo - mówi zastępca prezesa BSM Mirosław Ostrowiecki.

BSM to jednak nie jedyna spółdzielnia, w której dochodzi do podobnych sytuacji. Głośno było o szeregu spraw mieszkańców osiedla Słoneczny Stok, które także się do tej pory toczą. Zmienić może się powinno cały system rozliczania tego, że ktoś chce mieć ciepło w domu, czyli w sumie podstawowej potrzeby.
Mateusz Nowowiejski
mateusz.nowowiejski@bialystokonline.pl