Aktualności

Wróć

Do sądów składanych jest mniej pozwów rozwodowych. Co na to wpływa?

2022-09-10 14:56:26
Coraz mniej Polaków decyduje się na rozwód. Do sądów wpływa mniej wniosków rozwodowych niż przed laty. Powód? Może zaskakiwać.
materiały prasowe
Coraz niej Polaków decyduje się wziąć rozwód, bo jak się okazuje – coraz mniej osób stać na to, żeby się rozejść. Zdaniem ekspertów nie wiek i nie staż wpływają na taki stan rzeczy, a sytuacja ekonomiczna. Obecnie mocnym elementem scalającym związek jest kredyt i rosnące w ostatnich miesiącach raty.

Jak wynika z zebranych danych w ostatnich miesiącach najwięcej pozwów rozwodowych wpłynęło do Sądu Okręgowego w Poznaniu. Natomiast o blisko 18% zwiększyła się liczba pozwów składanych w SO w Łomży i jest to największy wzrost w całym kraju.

– Osoby łączące się w pary prawdopodobnie zdają sobie sprawę z tego, że odsetek rozwodów jest spory, a liczba ludzi rozczarowanych małżeństwem – jeszcze wyższa. My natomiast nie wierzymy, że ta sytuacja dotyczy nas statystycznie tak samo. Jest to swego rodzaju zniekształcenie poznawcze, którym kierujemy się, dokonując wyborów – komentuje psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Zdaniem niektórych ekspertów można zauwqażyć tendencję wśród rozwodów osób urodzonych w latach 90. Osoby te ma charakteryzować ogromny optymizm i szybkie ostudzenie emocji, związanych z małżeństwem. A to wpływa na decyzję o rozstaniach.

– Na początku relacji pary są zazwyczaj chętne do pogłębiania związku, rozwoju więzi, unikając kłótni czy innych sytuacji, które mogłyby skończyć się negatywnie. Z biegiem czasu motywacja ta maleje, również w kontekście unikania konfliktów. Wyzwaniem, z jakim możemy mierzyć się w relacji, jest też przechodzenie od idealizowanego obrazu związku i partnera do ich realnych postaci. W tym wszystkim towarzyszą zwykłe obowiązki dnia codziennego, m.in. praca czy sprzątanie – mówi Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.

Najwięcej pozwów rozwodowych w Poznaniu

W pierwszym półroczu najwięcej pozwów rozwodowych wpłynęło do Sądu Okręgowego w Poznaniu – 2537 (w analogicznym okresie 2021 roku – 2398) oraz do SO w Warszawie 2125 (rok wcześniej – 2164), Gdańsku – 1994 (1981), Krakowie – 1883 (1815), Katowicach – 1806 (2040). Najmniej wpłynęło ich w Łomży – 278. Niewiele wpynęło ich także w Sosnowcu – 278, Przemyślu – 281, Krośnie (335) i Suwałkach (353).

– Same dane statystyczne nic nie mówią. Bez głębszych badań nie będziemy wiedzieć, dlaczego więcej osób rozwodzi się na jednym obszarze niż na drugim. Ludzie migrują za pracą, także za granicę. Miasta się rozrastają. Jest więcej niż kiedyś małżeństw z obcokrajowcami. Przyczyn mogą być dziesiątki. Przykładowo, okręg warszawski obejmuje nie tylko Warszawę, ale też Łomianki, Babice, Pruszków, Grodzisk i Piaseczno, a warszawsko-praski – Legionowo, Wołomin czy Otwock. To około 3 miliony ludzi – zaznacza mecenas Paweł Budrewicz.

Co ciekawe, chociaż w Łomży było najmniej wniosków rozwodowych, to właśnie tu odnotowano największy wzrost – o 17,8%. Więcej wniosków jest też w Rzeszowie (wzrost o 12,3%) i Siedlcach (wzrost o 7,7%). Spadki odnotowano zaś w Koninie (o 20,7%), Radomiu (o 12,6%) i Katowicach (o 11,5%).

– Za granicą Warszawy Wesołej zaczyna się już okręg siedlecki. Zatem osoby gospodarczo i społecznie związane bardziej ze stolicą, np. mieszkańcy Mińska Mazowieckiego czy Sulejówka, rozwodzą się w Siedlcach, które należą do apelacji lubelskiej. Ktoś, kto na co dzień dojeżdża do pracy z Sulejówka do Warszawy, pojedzie 100 km do Siedlec na rozwód. A jeśli złoży apelację, to pokona prawie 200 kilometrów, by stawić się w Lublinie. I jego rozwód będzie uwzględniony w statystykach apelacji lubelskiej. Ale „przyczyny” rozwodowe, np. romanse, mogą być ściśle związane z Warszawą – dodaje mec. Budrewicz.

Trudno jest przewidzieć jak sytuacja rozwodów będzie wyglądała w przyszłości. Warto pamiętać, że podczas pandemii mówiło się, że będzie ich znacznie więcej, a jednak te czarne scenariusze się nie spełniły. Wielu ekspertów uważa, że w najbliższym czasie ludzie będą niechętnie się rozchodzić ze względu na trudną sytuację ekonomiczną w kraju – wysokie koszty życia, rosnące raty kredytów mogą być dla wielu osób problemem nie do pokonania w pojedynkę.

– Jeśli nie zmieni się prawo, to w 2023 roku rozwodów będzie o 2% mniej lub o 2% więcej w porównaniu z 2022 rokiem, chyba że rząd powróciłby do pomysłu wprowadzenia w życie przepisów utrudniających rozwody. Wówczas w ciągu co najmniej trzech miesięcy poprzedzających wejście w życie takiej zmiany należałoby się spodziewać wzrostu rozwodów o kilkadziesiąt procent, a tym samym – całkowitego zapchania i tak już niewydolnych sądów. Przykładowo, w Warszawie można czekać na pierwszą rozprawę rok, a nawet sporo dłużej – podsumowuje prawnik rodzinny Paweł Budrewicz
Justyna Fiedoruk
justyna.f@bialystokonline.pl