Aktualności

Wróć

Dawno temu nad Białką. Heroiczna walka matki o zdrowie syna

2014-11-20 00:00:00
W 1935 roku Stefanii Bazykukowej spod Białegostoku poważnie zachorował 6-letni synek. Lekarz orzekł, że niezbędne jest leczenie w szpitalu. Co zrobiła matka, której nie było nawet stać na podróż do Warszawy?
Morguefile
Rozpaczliwy czyn

O sprawie napisał przed wojną białostocki Reflektor. Pani Stefania postanowiła pieszo przejść do stolicy z chłopcem na ręku. Wędrówka trwała 5 dni! W warszawskim szpitalu im. Karola i Maryi lekarz orzekł, że pobyt chłopca w szpitalu nie jest konieczny, żądając zarazem gwarancji, że należność za leczenie zostanie uregulowana. Pani Bazylukowa, która nie miała rzecz jasna środków żadnych, zdobyła się na rozpaczliwy czyn: zostawiła dziecko w poczekalni szpitalnej i uciekła. Gdy chłopca przewieziono do domu podrzutków, okazało się, że ma wysoką gorączkę i ostre zapalenie skrzywionego kręgosłupa.

Kilkaset kilometrów pieszo

Osobliwe to rzucało światło na decyzje lekarza, że szpital nie jest bynajmniej niezbędny dla chorego dziecka! Bazylukowa odpowiedziała niedługo przed sądem za porzucenie dziecka. Sąd uniewinnił ją, podzielając wywody obrońcy, że kobieta zasługuje raczej na najwyższe uznanie za swą miłość macierzyńską i pięciodniową drogę do Warszawy z chorym synkiem na ręku.

Smutne jednak rzucała światło ta sprawa na szpitalnictwo prowincjonalne, skoro żąda ono aż tak wielkiej ofiarności, jak od tej matki, kilkaset kilometrów wędrującej pieszo z chorym dzieckiem.
Judyta Kokoszkiewicz
24@bialystokonline.pl