Aktualności

Wróć

Czy odlecimy z Krywlan? Niewykluczone

2017-11-17 09:43:23
W Białymstoku powstanie lotnisko lokalne. Tylko co to oznacza?
Marcin Jakowiak/UM Białystok
W piątek (17.11) Tadeusz Truskolaski podpisał umowę z wykonawcą pasa startowego na Krywlanach. Wybrana została oferta polsko-litewskiego konsorcjum, którego liderem jest białostocki B.K. Trans. Inwestycja zakłada budowę asfaltowego pasa (o wymiarach 1350x30 m), trawiastej drogi startowej dla lekkich samolotów (840x160 m), płyty do zawracania samolotów, drogi kołowania i płyt postojowych. Powstać ma także specjalna strefa dla skoczków spadochronowych oraz niezbędna infrastruktura. Inwestycja powinna zostać zamknięta jesienią następnego roku. Starania o jej rozpoczęcie trwały od ok. 5 lat, chociaż, jak niektórzy przypominają, pierwsze wzmianki o wybudowaniu lotniska z utwardzonym betonowym pasem sięgają 1968 r.

Lepszy beton niż trawa

Jako że w ostatnim czasie dość żywy był temat finansowania budowy lotniska, w opinii publicznej rozpoczęła się dyskusja na temat jego przydatności oraz tego, kto będzie mógł z niego korzystać. Spory dotyczą choćby samego nazewnictwa. Sceptycy podkreślają, że nie będzie to lotnisko, tylko pas startowy, co akurat prawdą nie jest, przynajmniej z definicji. Lotnisko bowiem to wydzielony obszar na lądzie, wodzie lub innej powierzchni w całości lub części przeznaczony do wykonywania startów, lądowań i naziemnego ruchu statków powietrznych, wraz ze znajdującymi się w jego granicach obiektami i urządzeniami budowlanymi o charakterze trwałym, wpisany do rejestru lotnisk. Krywlany spełniają więc te kryteria, a za rok spełniać będą je tym bardziej. Nie są jednak i nie będą portem lotniczym, czyli lotniskiem przygotowanym na przyjęcie znacznej ilości pasażerów i towarów.

Tak więc na Krywlanach powstanie lotnisko publiczne o ograniczonej certyfikacji, czyli takie, na którym będą mogły bez przeszkód lądować samoloty spełniające określone wymogi. Takie, które potrzebują do startu pasa nie dłuższego niż 1350 m, czyli o zasięgu ok. 2 tys. km i nie zabierające więcej niż 50 pasażerów. Jest to ograniczenie, ale nadal pozwalające na wiele. Ciekawostką jest fakt, że będzie to jedne z trzech w Polsce lotnisk o takiej specyfikacji. Na dzień dzisiejszy w Białymstoku dostępny jest tylko pas trawiasty.

- Pas trawiasty jest mało odporny na porę roku, na deszcz, na śnieg i to lotnisko nie działa. Przy pasie z nawierzchnią sztuczną te problemy znikają – mówi Sławomir Sarnowski z firmy Aeropartner, która będzie zarządzać lotniskiem.

To nie będzie Okęcie

To co najbardziej interesuje mieszkańców Białegostoku, to kwestia lotów rejsowych. Trzeba od razu zaznaczyć, że Krywlany nie będą pełnić funkcji lotniska regionalnego, na temat którego mieszkańcy województwa mogli się wypowiedzieć choćby podczas styczniowego referendum. Na ten moment nie można powiedzieć, kiedy, czy w ogóle i w jakim wymiarze będą na lotnisku w Białymstoku dostępne regularne loty. Na pewno jednak nie ma możliwości, żeby dziennie odlatywało stamtąd kilkanaście samolotów w różnych kierunkach. Docelowo władze miasta liczą na kilka połączeń w skali tygodnia, głównie do jakiegoś dużego zagranicznego huba plus pojedyncze loty do polskich miast.

- Taki będzie model docelowy. Na tym będziemy kończyć. Będzie przykładowo trzy razy w tygodniu lot do Kopenhagi. Do tego możemy jakoś dojść i wtedy będzie dla każdego – zapewnia Tadeusz Truskolaski.

Jest to jednak trochę dalsza przyszłość i, żeby tak się stało, musi zostać spełniony podstawowy warunek: musi się pojawić przewoźnik, który będzie chciał takie loty organizować. Okazuje się, że nie jest to tak znowu nieprawdopodobne, a przykładem ma być choćby lotnisko Babimost (k. Zielonej Góry), które jest co prawda większe, ale przewoźnik korzysta z małych samolotów.

- Jest to lotnisko wojskowe adaptowane na potrzeby samorządu. Tam operuje firma Sprinter, która lata stamtąd regularnie Saabami 340 (samoloty zabierające 34-37 osób – red.) - mówi Romuald Choromański, prezes Szkoły Lotniczej Avioner.

Inne samoloty, które z powodzeniem mogłyby lądować w Białymstoku, to np. Bombardiery, z których korzysta choćby LOT. Eksperci rozwiewają także obawy o to, że nie ma na Krywlanach terminala. Do odpraw jest tak naprawdę bowiem potrzebny niewielki kontener. Ewentualne kwestie przylotów pasażerów spoza Unii Europejskiej i przeprowadzenie kontroli granicznej, to natomiast wystąpienie o nadanie statusu lotniska międzynarodowego do MSWiA. Taka procedura trwa rok, a do przeprowadzenia kontroli także niewymagane jest stworzenie oddzielnego budynku. W przypadku połączeń czarterowych, gdy np. będą przylatywać tu przedsiębiorcy, różnego rodzaju artyści czy drużyny sportowe, kontrolę można zorganizować doraźnie.

Korzyści gospodarcze i nie tylko

Jeśli chodzi o gospodarczą stronę przedsięwzięcia, to podkreślane jest, że wybudowanie nawet małego lotniska pobudzi rozwój regionu.

- Wzrasta potencjał naszego regionu i przełoży się to na większą liczbę miejsce pracy, postrzeganie województwa podlaskiego i Białegostoku u przedsiębiorców, bo pojawiają się tu nowe możliwości. Trzeba pamiętać, że to się nie stanie od razu, ale to jest pozytywny bodziec i tak to trzeba odbierać – mówi dr Paweł Jamróz, ekonomista z Uniwersytetu w Białymstoku.

Poprawi się też zapewne turystyka, bowiem biura podróży będą mogły wykupować dla wycieczek połączenia czarterowe, zarówno do, jak i z Białegostoku. Poza tym kwestie finansowe są nie do porównania – za wybudowanie pasa miasto zapłaci 44 mln zł, wybudowanie portu lotniczego to inwestycja rzędu 300-400 mln zł. Kilka lat temu udało się uzyskać wsparcie z funduszy europejskich, jednak zarząd województwa, po przeanalizowaniu wszystkich czynników, postanowił zrezygnować z budowy portu lotniczego, który najprawdopodobniej miał zostać zlokalizowany w Topolanach. Pieniądze poszły natomiast na budowę dróg.

Unia Europejska odeszła obecnie od finansowania budowy nowej infrastruktury lotniczej, pieniądze byłoby więc trzeba znaleźć w kraju, ale priorytetem rządu wydaje się w tym obszarze wybudowanie centralnego portu lotniczego. Dochodzą do tego koszty utrzymania, które w wypadku Krywlan wziął na siebie Aeroklub. Lotnisko regionalne natomiast pochłaniałoby rocznie ok. 30 mln zł, a zarabiałoby na siebie przy tylko określonej liczbie pasażerów, która jest niemożliwa do osiągnięcia, więc byłoby do niego trzeba dopłacać.

Sporo jest też zalet, których wartość jest niepoliczalna, jak to, że z pasa będą mogły korzystać wszelkiego rodzaju służby - np. pogotowie medyczne, ale też np. samoloty przewożące organy do przeszczepów,

Lotnisko na miarę naszych potrzeb

Podsumowując – to co powstanie na Krywlanach, niezależnie od nazewnictwa, na pewno nie będzie Okęciem, czy nawet lotniskiem w Modlinie, ale będzie też bardziej użyteczne niż drogi port lotniczy w Radomiu, z którego korzysta kilka tysięcy osób rocznie. Będzie ono miało pozytywny wpływ na region i choć nie ma co liczyć, że będziemy przebierać w ofertach lotów, to istnieje szansa, że za jakiś czas pozwoli nam na dostanie do miejsc, gdzie będziemy mieli możliwość przesiadki. Wydaję się więc, że na ten moment jest to rozwiązanie optymalne, co jednak nie wyklucza, że z biegiem czasu, jeśli zwiększy się zapotrzebowanie na loty, będzie trzeba wrócić do tematu wybudowania większego portu lotniczego.

*Wszystkie wypowiedzi spisane zostały podczas debaty Czy wylądujemy na Krywlanach?(16.11).
Mateusz Nowowiejski
mateusz.nowowiejski@bialystokonline.pl