Rodzina

Wróć

Czy faktycznie mamy plagę rozwodów? Podlaskie miasta na samym końcu

2022-05-05 16:13:46
Podczas pandemii wielu ekspertów zapowiadało, że czeka nas plaga rozwodów. Ludzie zamknięci w mieszkaniach mieli nie poradzić sobie z narastającymi w związkach problemami. Czy faktycznie tak się stało?
pixabay.com
Gdy wybuchła pandemia większość nas została zamknięta w domach. Nagromadzona frustracja zdaniem ekspertów miała przełożyć się na związek, czego skutkiem miała być plaga rozwodów. Czy faktycznie tak się stało? Otóż wcale nie.

Jak wynika z danych z 46 sądów od początku roku do końca marca tego roku wpłynęło prawie tyle samo pozwów, co w roku ubiegłym – prawie 19,9 tys. Dla porównania w 2021 było ich 19 873. Zestawiając zaś tegoroczne dane i te, które pochodzą z początku początku 2020 roku (prawie 19,3 tys.), widać wzrost o nieco ponad 3%. Co ciekawe, jednak w porównaniu z trzema pierwszymi miesiącami 2019 roku (ponad 21,5 tys.) ostatnio nastąpił spadek o prawie 8%.

– Różnice w stosunku do trzech poprzednich lat są bardzo niewielkie. I nie oddają skali rozpadających się małżeństw w Polsce, jaką prognozowano w zeszłym roku w związku z nowymi doświadczeniami par zamkniętych w domach w wyniku pandemii. Obecnie wielu małżonków przechodzących kryzysy odkłada wnoszenie pozwów ze względu na kwestie ekonomiczne, w tym np. wspólnie spłacane i rosnące kredyty hipoteczne. Ponadto znaczna część osób obawia się kosztów związanych z wniesieniem sprawy do sądu. Trzeba pamiętać o tym, że w ostatnich dwóch latach niektórzy Polacy stracili swoje biznesy i musieli np. znaleźć nowe pomysły na życie. I na tym skupili swoją uwagę, odkładając sprawy osobiste na dalszy plan – mówi radczyni prawna Małgorzata Sokołowska, specjalizująca się w sprawach rodzinnych.

Kredyty hipoteczne zniechęcają do rozwodów

Co ciekawe, zdaniem niektórych ekspertów kredyty hipoteczne, które w Polsce cieszą się dużym powodzeniem, mogą zniechęcać ludzi do rozwodów. Poza tym w pojedynkę trudniej o kredyt. Ciężej jest także samemu wynająć mieszkanie. I niestety wiąże się to z tym, że część osób wciąż wybiera partnera pod presją, głównie ekonomiczną.

– Nadal niewielu Polaków, którzy przychodzą po porady prawne dotyczące rozwodu, pracuje wcześniej nad relacjami osobistymi, np. poprzez terapie czy mediacje rodzinne, inwestując w naprawę więzi. Niemniej mam wrażenie, że rośnie liczba osób, które poprzez szeroko dostępne warsztaty, webinary i kursy online czy dynamicznie rozwijające się internetowe grupy wsparcia, indywidualnie pogłębiają swoją wiedzę na temat przyczyn kryzysów w związkach, dostrzegając przez to sytuację, w jakiej same się znalazły. Jednak można się spodziewać, że w dużej mierze właśnie względy ekonomiczne, a nie chęć rozwoju w pielęgnowaniu bliskości, hamują liczbę pozwów – dodaje mec. Małgorzata Sokołowska.

Michał Pajdak z platformy e-Psycholodzy zwraca uwagę na fakt, że coraz częściej ludzie rezygnują z zawierania małżeństw. A mimo to liczba rozwodów jest na podobny

– Liczba rozwodów utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie od kilku lat. I raczej nic nie zapowiada, żeby jakoś drastycznie ich przybywało. Jak widać, nawet sama pandemia niewiele tutaj zmieniła. A już na pewno nie jestem skłonna uznać, że czeka nas plaga pozwów rozwodowych. Można pokusić się o prognozę, że w przyszłości będzie ich nawet nieco mniej, skoro coraz rzadziej są zawierane małżeństwa – stwierdza mec. Małgorzata Sokołowska. m poziomie. Podkreśla także, że rośnie wiek osób, które decydują się zawrzeć związek małżeński.

Najwięcej osób w Poznaniu, a najmniej... w Łomży

W tym roku najwięcej pozwów rozwodowych wpłynęło do sądu okręgowego w Poznaniu – 1296, w Katowicach było ich 1035, w Gdańsku 1003, a Krakowie 947. Co wpływa na to, że właśnie w tych miejscowościach najwięcej osób decyduje się wziąć rozwód?

- Poznań jest w czołówce miast z największą liczbą takich spraw. Wyjaśnieniem może być też to, że w tych dużych miastach mieszkają osoby o jednolitych poglądach, które w jasny i szybki sposób chcą rozwiązywać swoje problemy rodzinne. Tutaj mniejsze znacznie odgrywają czynniki religijne i tzw. wstyd społeczny niż w niewielkich miejscowościach. Jeśli dana osoba upewni się, że wie, czego potrzebuje w życiu, a co stanowi dla niej źródło frustracji lub nawet strachu o siebie i dzieci, to po prostu zaczyna działać – komentuje mec. Sokołowska.

A gdzie było najmniej rozwodów? Tu, jak się okazuje, króluje Łomża. W tym mieście w pierwszym kwartale tego roku odnotowano ich zaledwie 149. Nieco więcej było w Przemyślu – 153 i Tarnobrzegu – 184. W pierwszej piątce znalazło się kolejne miasto z Podlaskiego – Suwałki, gdzie rozwód chciało wziąć 185 par.
Justyna Fiedoruk
justyna.f@bialystokonline.pl